Pamiętam, jak za czasów licealno-studenckich po jakiejś całonocnej imprezie kładłem swojego kumpla spać. Prosił mnie co chwilę o kolejną szklankę wody, co chwilę coś mamrotał pod nosem, a tuż przed zaśnięciem śmiał się i płakał na przemian. Brzmi znajomo?

Jeśli istnieje jeden obszar życia, w którym dzieci nie są chaotyczne, a ich zachowanie da się przewidzieć, to jest to sen. W ciągu całego dnia dzieci są nieprzewidywalne i trudne do zrozumienia. Bo dlaczego sprawdzają jak smakują kozy z nosa i okazuje się, że ich smak jest akceptowalny, a za chwilę przeszkadza im zielenina pływająca w zupie? Dlaczego mówią, że mają ochotę na sałatkę z banana, kiwi i pestek dyni i jak im robisz sałatkę z banana, kiwi i pestek dyni to wąchają ją i mówią, że one już nie lubią sałatki z banana, kiwi i pestek kiwi? Tymczasem rytuały przed spaniem zawsze są stałe i niezmienne. Chwilę po wyjściu z łazienki po myciu ząbków dobrze wiem czego się spodziewać.

Zmienne są jedynie teksty, które mają jak najbardziej odwlec proces zasypiania. Tu co chwilę pojawia się coś innego. Poniżej wybrałem 10 z ostatnich kilkunastu tygodni.


1. „Nie powiedziałam mamie dobranoc!” (mimo że powiedziała)
2. „Nie potrafię zamykać oczu”.
3. „Leżysz ze złej strony łóżka, zamiana”.
4. „Kupę”.
5. „Mogę spać na twoim brzuszku?”
6. „Kiedy będę mieć urodziny?” (dopiero co miała)
7. „Nie lubię spać…”
8. „A dzisiaj w przedszkolu Julka…” (i tu następuje trzymająca w napięciu historia Julki, która np. zabrała córce fioletową kredkę. Dzięki córeczko, to wspaniała opowieść, skąd wiedziałaś, że zaciekawi mnie bardziej od lecącego właśnie w drugim pokoju finałowego odcinka „The Walking Dead?”)
9. „Jeszcze kupę”.
10. „Ptaki za oknem są za głośno, jak mam spać w takich warunkach?”


O ile moja córka ma co wieczór 10 (okej, pominąłem jedno zero na końcu) powodów, żeby nie spać, to ja mam 1 powód, żeby z nią zasypiać: po prostu to uwielbiam! Na początku roku napisałem tekst: 17 rzeczy, które chcę zrobić z córeczkami w 2017 roku. Jedną z nich było to, że miałem nauczyć Starszą córkę samodzielnego zasypiania. To chyba będzie jedyna pozycja z tej listy, której nie uda mi się zrealizować. Bo wiecie – już się do tego przyzwyczaiłem i pal licho te cowieczorne prośby o picie, o siku, o bajkę siódmy raz pod rząd tą samą, o otwarcie okna, o zamknięcie okna i tak dalej. To wszystko nieważne. Bo cały szkopuł polega na tym, że oprócz mojej 4-latki mamy też 10-miesięcznego niemowlaka, a mimo to okazuje się, że jedyną osobą w domu, która cierpi na lęk separacyjny, jestem ja.