Półtora miesiąca temu minęło równe 10 lat odkąd jesteśmy razem. 4,5 roku w, o zgrozo, konkubinacie, 5,5 jako małżeństwo. Miałem ten tekst wrzucić jutro, ale jako że jest mało parentingowy, a bardziej związkowo-lifestylowy, to pomyślałem, że będzie jak znalazł w moje ukochane święto, Walentynki.

Czego nauczył mnie 10-letni związek?

1. ŻE TRZEBA SIĘ WSPÓLNIE ŚMIAĆ

Niewiele rzeczy tak dobrze cementuje relacje, jak śmiech i rzeczy, które nas wspólnie bawią. Podobno poczucie humoru jest w TOP3 rzeczy, które kobiety szukają w mężczyznach. Przez 10 lat nauczyłem się, że śmiech to antybiotyk na kobiece fochy i często ostatnia deska ratunku. I gdybyśmy się razem nie śmiali z rzeczy, które czasem nie bawią innych, prawdopodobnie byłbym dzisiaj singlem z pustą lodówką i kotem.

2. ŻE MÓWIENIE „KOCHAM CIĘ” WCALE NIE JEST NAJWAŻNIEJSZE

Ważne, ale po 10 latach związku, kiedy wiem, że rozumiemy się bez słów i kiedy jesteśmy pewni swoich uczuć, mówienie tysięczny raz „kocham cię” dla samej zasady, bo tak wypada, traci na wadze i przelatuje gdzieś za uszami. Ważniejsze jest doraźne mówienie „Przepraszam” przez tego, kto nie miał racji, „Dziękuję”, kiedy sobie wzajemnie pomagamy albo „Tak, możesz w piątek wyjść z kolegami, ja po ciebie przyjadę”.

3. ŻE ZAKRĘTKA OD PASTY NAPRAWDĘ NIE MA WIĘKSZEGO ZNACZENIA

Nawet nie wiecie, ile razy wkurzałem się za pierdoły, o których z biegiem czasu zapomniałem. Nie wiecie, ile razy żona męczyła bułę o błahe sprawy, które nie były nawet trzepotem skrzydeł motyla w Ohio. A, dobra, wiecie, bo macie tak samo. Pewne rzeczy są niewarte wspomnienia, bo tak naprawdę liczy się miłość, emocje i ciary na plecach (niedługo na blogu szerzej na ten temat). Choć nieraz palce przyjemnie zaciskały się na rączce od patelni, dzisiaj robię trzy głębokie wdechy i liczę do dziesięciu.

4. ŻE WARTO BYĆ W KONTAKCIE Z FAJNYMI, DOBRYMI MAŁŻEŃSTWAMI

Dobrzy, motywujący ludzie wokół nas to naprawdę ważna sprawa, bo nie ma nic gorszego niż sfrustrowani, narzekający lub nieszczęśliwi w swoich związkach znajomi, którzy sączą kupę do ucha jak jakąś truciznę. Obgadywanie swoich partnerów i wywlekanie brudów to w ogóle słaba opcja, która burzy moją harmonię świata – nauczyłem się, że nic dobrego z tego nie wynika, dlatego spotykamy się ze znajomymi, których światopogląd nie leży kilka lat świetlnych od naszego.

5. ŻE ZWIĄZKI NA ODLEGŁOŚĆ NIE MAJĄ SZANS

Nie uważam tak dlatego, że sami kiedyś taki tworzyliśmy. Nie, od 10 lat jesteśmy „stacjonarnym” związkiem, z przerwą w niewidzeniu nie dłuższą niż 3 dni. Tym bardziej – tworząc taki klasyczny związek, znając wagę każdego gestu, komunikacji niewerbalnej i znając pracę, jaką codziennie trzeba wkładać, żeby wciąż chciało nam się zasypiać i budzić obok siebie – tym bardziej właśnie nie wierzę z związki na odległość i opowieści o szczęściu ludzi mieszkających 500km od siebie niezmiennie mnie śmieszą.

6. ŻE MUSISZ MI UFAĆ, A JA TOBIE

Tyle. Bez tego ani rusz.

7. ŻE JUŻ SIĘ NIE ZMIENIMY

10 lat w związku to nie jest dobry prognostyk zmian, które miałyby uleczyć niedziałające obszary małżeństwa. Owszem, nad drobnymi zachowaniami i nawykami można pracować i pół życia („Spuszczaj tą klapę po sikaniu!”), ale ten kto jest gnojem, gnojem już pozostanie. Nie mówię tu już o swoim związku – w szerszej perspektywie nauczyłem się nie ufać deklaracjom, które składają trzydziestokilkuletni ludzie mówiąc, że się zmienią w fundamentalnych sprawach swojego charakteru. Kłamią, ale jeszcze sami o tym nie wiedzą, bo na dłuższą metę nie da się żyć wbrew samemu sobie.

8. ŻE WAŻNA JEST PRZESTRZEŃ

Zdarzyło nam się w ciągu tych 10 lat mieszkać w kawalerce o powierzchni 25m2. Z naszymi charakterami miało prawo się to nie udać, ale to był bardzo dobry rok, mimo że z braku miejsca trącaliśmy się tyłkami na łóżku, gdy każdy uczył się do swojej sesji, a w kuchni ciężko było dwóm osobom obrócić się wokół własnej osi. Jednak każdy potrafił wygospodarować sobie swoje miejsce i skupić się na sobie. Przestrzeń jest ważna, cisza jest ważna i swobodne współistnienie ze sobą to u nas podstawa. Miłostki miłostkami, ale każdy jest osobnym bytem, który potrzebuje również własnej przestrzeni.

9. ŻE KIEDY MÓWIĘ: „LUBIĘ JAK MASZ TAKĄ TROCHĘ WIĘKSZĄ PUPĘ”, MOŻE BYĆ TO RÓŻNIE ZINTERPRETOWANE

Serio. Bardzo różnie. Teraz już uważam 🙂

10. ŻE TRZEBA SIĘ POGODZIĆ ZANIM PÓJDZIEMY SPAĆ

Chrzestny mojej żony powiedział nam na naszym ślubie: „Niech słońce nie zachodzi nad waszym gniewem” i staramy się tego trzymać, mimo że, prawdę mówiąc, jestem typowym facetem, który jest w stanie smacznie chrapać 10 minut po dzikiej kłótni, choć po drugiej stronie łóżka rozgrywa się właśnie życiowy dramat. A tak całkiem poważnie, godzenie się jest fajne i wszystkie spory lepiej załatwiać tego samego dnia – poranki są wtedy dużo milsze.

A wy co byście dopisali?