W poszukiwaniu inspiracji chodzę po różnych grupach, forach i czytam komentarze pod wpisami innych blogerów parentingowych. Jasne, większość matek, które się wypowiada, to fajne, pomocne dziewczyny. Poniższe subiektywne zestawienie dotyczy jednak matek, na które też możesz się natknąć w necie i robisz takiego facepalma, że zostaje ci siniak na czole.

1. MATKA ORGANICZNA

Matka Organiczna miała 14-godzinny poród domowy, w salonie pod stołem, w asyście trochę przerażonych dzieci i męża, który w przerwach między skurczami dokarmiał wycieńczoną żonę budyniem z jarmużu. Najchętniej karmiłaby swoje dziecko piersią do 6. roku życia i prędzej poda niemowlakowi bezalkoholowe, bezglutenowe piwo niż mleko modyfikowane. Etykiety produktów zna na pamięć, większość jedzenia kupuje w internetowych eko sklepach, a w Tesco mieszka szatan. Typ matki względnie nieszkodliwy, o ile nie powiesz, że dajesz swoim dzieciom parówki na kolację. Jej dzieci rzeczywiście dobrze się odżywiają, mają ekologiczne piżamki (cokolwiek to znaczy) i są zahartowane, bo często wychodzą w zimie na dwór bez czapki. Co jest wodą na młyn dla ostatniego typu matek.

ZNAK CHARAKTERYSTYCZNY:

zwiewna, kwiecista suknia na profilowym, w galerii wyjazd do gospodarstwa agroturystycznego, wspólne pieczenie chleba i robienie budyniu z jarmużu.

RIPOSTA NA WYPADEK ATAKU:

„Masz glutaminian sodu w kąciku ust”.


2. MATKA BOSKA

Zawsze fit, zawsze uśmiechnięta, zawsze wygląda jak milion dolarów i twierdzi, że do formy i figury wróciła w 8 godzin po porodzie. Sam poród Matki Boskiej trwał oczywiście 14 minut, podczas których nie uroniła ani jednej kropli potu, za to śmiała się i dokazywała z personelem i czytała chwilę „Zwierciadło”, ale trzeba było kończyć, bo dzidziuś zaczął się rodzić. A, zapytaj ją o ciążę. Zero objawów, nawet zgagi, nic, sam brzuch leciutki jak piórko, że buty potrafiła zawiązać sama. Jedną ręką. Nie pochylając się. I to w biegu na spotkanie z psiapsiółkami, innymi ciężarnymi Boskimi Matkami. Nie rozumie problemów i rozterek innych matek, bo sama ich nie ma – macierzyństwo to przecież bułka (razowa) z masłem.

ZNAK CHARAKTERYTYCZNY:

dziubek i Air Maxy na profilowym, dziecko gdzieś tam w tle. W galerii brak fotek z ojcem dziecka – na dłuższą metę nikt nawet za ten milion dolarów nie wytrzyma z Matką Boską.

RIPOSTA NA WYPADEK ATAKU:

Bezobjawowa ciąża i poród, którego nie czułaś, powiadasz? Poczekaj na bunt dwulatka, niach niach niach! #juzrobiesobiepopcorn

 


3. MATKA CHWALIPIĘTA

Typ mamy, który musi się ścigać z innymi matkami – na lepsze przesypianie nocy, na większy zasób słów dziecka, jego lepszą pamięć, wcześniejsze nocnikowanie i bardziej konwaliowe stolce. „Twoja córka ma 11 miesięcy i jeszcze nie chodzi? Moja Dżesika miała 7 miesięcy, 2 tygodnie i 3 dni, kiedy zaczęła biegać po podwórku za naszym owczarkiem niemieckim. Nie martw się, dam ci namiar na dobrą rehabilitantkę, która powinna ci pomóc z tym przykrym problemem”. Taka mama nagina fakty, okłamuje siebie, okłamuję fizykę i biologię. Czuje, że jeśli jej dziecko nie będzie najlepsze/najszybsze/najpiękniejsze/najwszystko, to ktoś uzna ją za okropną matkę, zadzwoni do MOPSu i strąci jej Einsteinka z tęczowego piedestału.

ZNAK CHARAKTERYSTYCZNY:

na profilowym zdjęcie mamy z dzieckiem – trzyma je oburącz niemal jak LeBron statuetkę MVP. W galerii miliony zdjęć dziecka z najbardziej prozaicznych czynności z opisem: „Jestem taki zdolny!”

RIPOSTA NA WYPADEK ATAKU:

Nie zapomnij za kilkanaście lat wpisać dopisać dziecku do CV, że zaczął robić kupę na nocnik zanim skończył roczek”.


4. MATKA LEKARKA

Na podstawie wrzuconego przez ciebie zdjęcia potrafi zdiagnozować chorobę twojego dziecka, ustalić jakich potrzebujesz leków i w jakich dawkach. Karmi swoje dziecko antybiotykami jakby to były Skittlesy, choć za największe zło uważa szczepionki, które według niej są efektem zmowy koncernów farmaceutycznych. Niestety swoimi autorytarnymi sądami sieje zamęt w zatroskanych matczynych umysłach. Uważa, że mogłaby zrobić dyplom z pediatrii, ale na drodze do kariery stanęła jej ciąża i dzieci, które wciąż namiętnie leczy i leczy. Dezynfekuje wszystko i wszędzie, nawet klawiaturę pisząc ci kolejną dobrą lekarską radę – po pierwsze dlatego, bo dezynfekowała ją ostatni raz aż 3 godziny temu, po drugie czuje obrzydzenie do ciebie, kiedy napisałaś na grupie, że twoje dziecko zjadło żelka z podłogi i wciąż żyje.

ZNAK CHARAKTERYSTYCZNY:

zacięty wyraz twarzy na profilowym, w galerii zdjęcia z jej szóstką dzieci – skoro tyle dzieci już wyleczyła, to nie może się mylić, prawda?

RIPOSTA NA WYPADEK ATAKU:

I tak wszyscy umrzemy!”


5. MATKA POLICJANTKA

Matka Policjantka wie najlepiej co jest dobre dla twoich dzieci. Przy czym to co akurat robisz i jak je wychowujesz, na pewno jest złe. Nawet jeśli jest dobre. Nadążasz? Dlatego na z pozoru niewinne pytania, np. „Czy ja tam na jednym zdjęciu widzę, że na drugiej półce od góry, za fioletową żabką, masz żyrafę Sophie?! Przecież to siedlisko bakterii!” – lepiej nie odpowiadać. Udawana troska jest tylko pretekstem do wszczęcia gównoburzy, którą takie matki chyba uwielbiają i prawdopodobnie nacierają się nią przed snem. Najczęściej po zmasowanym ataku Matek Policjantek (uwaga, formują szwadrony!) masz u nich na wieki 10 punktów karnych i wirtualny mandat z adnotacją „Najgorsza matka ever”. Często wrzucają do netu zdjęcia swoich pociech i tagują je #kochamswojedziecibardziejniztysuko

ZNAK CHARAKTERYSTYCZNY:

niestety brak, to może być każda matka w internecie.

RIPOSTA NA WYPADEK ATAKU:

nic nie rób, nie odpowiadaj, nie daj się sprowokować, zamknij laptopa i idź dalej być tak fajną mamą, jaką jesteś.