Na szczęście lubię swoją pracę. Jest nienormowana, kreatywna, nie stawia przede mną żadnych barier i co najważniejsze – jestem na swoim. Kiedyś powiedziałem sobie, że za nic tego bym nie oddał i już nigdy nie przepracuję na etacie nawet godziny.

Ale nigdy nie mów nigdy. Jeśli będę zmuszony zatrudnić się u kogoś – świat się nie skończy. Jestem w końcu rodzicem, a jak wiadomo – nic tak nie rozwija umiejętności, organizacji czasu i pracy w zespole (oczywiście młodym i kreatywnym), jak rodzicielstwo. Multitasking level hard. Zrobię sobie wtedy ładne CV i wpiszę umiejętności, które nabyłem przez te 4 lata, odkąd jestem tatą. Będzie mi łatwiej znaleźć posadę w jednym z pięciu poniższych zawodów.

Gdzie więc mógłbym się sprawdzić? Na przykład jako:

1. ŻOŁNIERZ

Zawodowy. Mój 4-letni zwierzchnik codziennie serwuje mi gwałtowną pobudkę skoro świt. Zrywam się, poranne ablucje i padam na dywan, w pełnej gotowości bojowej. Puzzle, memo, księżniczki, czesanie lalek, budowanie bazy – nie straszne mi żadne zadania. Jestem wierny, lojalny i wykonuje wszystkie polecenia. Oprócz brania udziału w misjach pokojowych (oraz przedpokojowych i kuchennych, gdy misje się rozrastają), uczestniczę czasem w rozwiązywaniu konfliktów. Bywa, że zbrojnych, jeśli nieprzyjaciel ciska amunicją z kapcia lub nie tak obranej mandarynki. Najczęściej jednak moja rola polega na ochronie cywilów, zwłaszcza mojej 9-miesięcznej córki, która ze Starszą córką potrafi znaleźć się sam na sam w regionie nieustabilizowanym, czyli w miejscu, gdzie ani ja ani żona ich nie widzimy. Starsza chce ją podnieść, Młodsza ma inne zdanie na ten temat i wojna domowa gotowa. No way!


2. NEGOCJATOR

Jeśli małżeństwo jest jedną z najbardziej zaawansowanych postaci wojny, to rodzicielstwo to sztuka ciągłych negocjacji, aby nie dopuszczać do potyczek na kolejnym froncie. Sprawcą sytuacji kryzysowych jest Starsza córka, bo niby jaką sytuację kryzysową może wywołać 9-miesięczny maluch? Co najwyżej kryzys we własnej pieluszce. Więc twardej sztuki negocjacji nauczyłem się na Starszej. Delikatnie, spokojnym głosem, rzeczowo tłumaczę: dlaczego baton przed obiadem to nienajlepszy pomysł, dlaczego nie może przenosić siostrzyczki pod pachy, dlaczego nie warto rwać kolorowanek gdy coś nie wychodzi. Przedstawiam swoje warunki, cierpliwie słucham jej. Zawsze tak, żeby widziała moje dłonie, twarz i obserwowała mimikę. Zawsze tak, żeby nikomu postronnemu nie stała się krzywda, bo mam świadomość, że w takich sytuacjach siedzę na beczce prochu, a wtedy trzeba ważyć każde słowo.


3. DETEKTYW

Sytuacja wygląda tak: wchodzę do domu, żona przysnęła na kanapie. Widzę uchyloną szufladę w kuchni – Starsza córka szukała czegoś słodkiego. Widzę ścieżkę z Cheeriosów – znalazła. W łazience niedokręcona woda – miała klejące łapki, więc chciała umyć, ale usłyszała, że wchodzę, więc nie zdążyła dokręcić i pewnie wytrzeć w ręcznik. Nie ma śladów wody na podłodze więc wciąż musi być w łazience. Zaglądam do wanny – kuca z ustami pełnymi Cheeriosów jak jakiś chomik-obżartuch, przyłapany na niecnej czynności. Każdy rodzic jest takim śledczym. Prowadzenie nasłuchów, gdy w pokoju zdaje się być za cicho, prowadzenie obserwacji, gdy mamy podejrzenia, że odwrócone do nas plecami dziecko coś kombinuje albo zaraz zacznie. Zwykle incognito, zza gazety, kątem oka, wtopieni w otoczenie. No i te wywiady środowiskowe, czyli umiejętność zadawania pytań i uzyskiwania odpowiedzi, kiedy obiekt najchętniej mówiłby „Nie” i „Nie wiem”.


4. BODYGUARD

Codziennie dbam o to, żeby moje córki dożyły wieczora. Nie wiem czy to dobrze czy źle, ale w kwestii ich fizycznego bezpieczeństwa jestem typowym przedstawicielem stylu „helicopter parenting”. Choć dyskretnym. Na drabinkach i innych linach cały czas asekuruję Starszą, na spacerze w mieście monitoruje sytuację na ulicach, w domu usuwam z podłogi drobiazgi, które mogą Młodszej zatkać tchawicę. Mam oczy dookoła głowy. Dwa razy udało mi się dokonać rzeczy niemożliwej. Pierwszy raz kiedyś przy Starszej córce, kiedy uczyła się chodzić. Trzymała się uchwytu szuflady w kuchni – kurczowo jak pijany płotu. Ja stałem obok i akurat byłem zajęty czymś innym. Ale kątem oka dostrzegłem, że oderwała się od uchwytu i leci na plecy i potylicę. W ułamku sekundy zrobiłem słowiański przykuc i wetknąłem otwartą dłoń pomiędzy jej główkę, a zimne kafle na podłodze. Kilka dni temu identyczna sytuacja z Młodszą córką. Kevin Costner może się ode mnie uczyć.


5. POGROMCA DUCHÓW

O ile przy Młodszej mógłbym obejrzeć „Atak ludzi grzybów” albo „Mordercze klauny z kosmosu”, to przy Starszej zasłaniałbym jej oczy w co bardziej dynamicznych momentach, bo wiadomo jak dzieci reagują na klauny. Tym bardziej 4-letnie dziewczynki, u których wyobraźnia zaczyna już żyć swoim życiem i podsuwa dziecku różne niemiłe obrazy przed snem. 1 stycznia napisałem tekst Krótka rozmowa z potworem spod łóżka” i tak to mniej więcej wygląda – jestem tym od przepędzania złych mocy z zaświatów, poskramiania lęków, zapalania światła zanim wejdziemy do pokoju, noszenia na rękach do toalety, kiedy jej się w nocy zachce siku, bo przecież w toalecie „coś się czai”. I przyznam wam się, że sam mam wtedy lekkiego cykora, że jednak coś tam się w tej łazience czai… Pogromca duchów, który boi się duchów, zadrwicie. Błagam was, pokażcie mi takiego uczciwego, który nigdy nie skłamał w swoim CV.


A wy w jakich zawodach się widzicie? Jakie umiejętności nabyte przy dzieciach sprawiają, że moglibyście być dobrymi fachowcami?