A jak ANEKSJA. Zajęłam tereny dostępne wcześniej podobno tylko dla taty – piersi. Okupacja trwa już szesnasty miesiąc, rodzice końca nie widzą i prędko nie zobaczą! Nieważne zmęczenie i niewyspanie mamy. Albo B jak BÓL, kiedy zbyt mocno zaciskam na piersiach swoje dziąsła z ośmioma zębami. To wszystko nieważne; C jak CYC to centrum wszechświata. Mama czasem ma D jak DOŚĆ, bo widzę, jak o trzeciej w nocy spoziera na mnie przekrwionymi oczami, kiedy przysysam się do niej jak glon, choć cieplutki i pachnący glon. Tato wtedy chrapie. A mi E jak ENDORFINY rozsadzają mózg!

* * *

Dostaliśmy na moje narodziny poduszkę do karmienia piersią, nazywa się F jak FASOLA. Chryste, jakie to wygodne! Ten kto wymyślił tę poduszkę powinien dostać parentingowego Nobla. Na tym się tak wygodnie układa, że czasem tato wyszarpuje fasolę spod mamy i zasypia. Gdyby nie jego owłosione nogi, to na pierwszy rzut oka pomyślałbyś, że na poduszce odpoczywa kobieta karmiąca.

W wieku 16. miesięcy G jak GŁÓD potrafię zaspokoić sama. Bo wcześniej, za berbecia, mogłam tylko leżeć w łóżeczku, wyciągnąć w górę ręce i drzeć się, aż żyłka wyłaziła mi na środku czoła. A teraz? Pełna samoobsługa. Podchodzę do mamy, zadzieram jej bluzkę do góry i podłączam się do dystrybutora. Zamykam oczy. H jak HARMONIA. I jak IMPREZA w otwartym 24/7 mlecznym barze.

A tak poważnie, to cieszę się, mamo, że J jak JESTEŚ.

* * *

K jak KARMIENIE NA ZAWOŁANIE. Znasz mamo ten termin? No to wołam.

Po części, bo tego potrzebuję, po części, bo chcę być blisko ciebie, ale też dlatego, żeby… nie zabrał mi ciebie mój największy wróg: L jak LAKTATOR. Brzmi jak „Predator” i jest równie straszne. Ostatnio miało cię nie być cały następny dzień, więc zaszyłaś się z tym ustrojstwem w łazience. Myślałem, że sąsiad kosi trawnik o 21:30, tak to chodzi i hałasuje… Jak jakiś wyrąb lasu i helikopter nad moją głową! Takie katusze cierpieliśmy oboje, a ty wróciłaś wcześniej i całe mleko wylądowało w zlewie.

Żeby nie było – karmienie piersią to nie tyko krew, pot i Ł jak ŁZY. To przede wszystkim M jak MIŁOŚĆ (że co?), tak – masa miłości, spokoju, bliskości i poczucia, że wszystko jest na swoim miejscu. Ciepło ramion i kojący uśmiech mamy – no, normalnie zdjęcie na okładkę jakiegoś miesięcznika można by zrobić, gdyby nie tato na drugim planie – zawsze przy karmieniu wpatruje się w nas od 16 miesięcy jak w jakieś dzieło sztuki. Arcydzieło. Mówi, że ten widok to N jak NARKOTYK. I że nie wie co będzie, jak będę starszakiem. Dlatego po cichu knuje, jak zrobić trzecie – ciągłość w dzidziusiach musi zostać zachowana (jego słowa).

* * *

Dobra, koniec rzygania tęczą. Czasem słyszę, jak mama mówi coś o O jak ODSTAWIENIE. Tato staje po mojej stronie i mówi, że widocznie to wciąż moja P jak POTRZEBA, ale mama wtedy niemal szlocha – że nie mogę wisieć na niej przez pół nocy, nie mogę zasypiać tylko z cyckiem w buzi i że ją już te piersi bolą i swędzą. Że nie ma dla nich R jak RATUNEK, – że pewnie będę na cycu do pierwszej komunii. Tato też wtedy prawie płacze i mówi, żeby mama się jeszcze wstrzymała, bo jak jem pierś to normalnie sama S jak SŁODYCZ i straszy, że schrupałby mnie całą i zostałyby ze mnie tylko kostki i te osiem zębów.

* * *

Nie mieliśmy T jak TRUDNOŚCI – od samego początku jak tylko położyli mnie na mamy brzuchu, umiałam jeść w ten sposób. Wiem, że nie zawsze się to udaje. Jasne, przygody były – czasami nie chciałam jeść, czasami nawał pokarmu chciał mnie utopić, innym razem tak mi się U jak ULAŁO dwa metry w przód, że rodzice chcieli dzwonić po egzorcystę. Jednak te prawie półtora roku to niemal same pozytywy. No i oczywiście W jak WYGODA, bo poza całą resztą – czy karmienie piersią nie jest najwygodniejszym rozwiązaniem? Gotowe jedzenie, bez gotowania, podgrzewania i mycia butelek.

Nieważne, kończę już. Jak zawsze, kiedy chcę mieć obok siebie mamę, układam się i… zzz…

Wyciągam ręce.

I… Pierś!

Zzz…

Zzz…

Z jak ZASYPIAM.