Sprzęty domowe się psują. Tostery, miksery, rączki od odkurzaczów, pralki, pokrętła, zabawki dziecięce. Te ostatnie to na potęgę – są chyba skonstruowane tak, żeby działały przez dwa dni, później coś zaczyna szwankować. Ostatnio kupiliśmy córce pieska, który reagował na komendę „Podaj łapę”, merdał ogonem i różne takie, takie tam, które na trzeci dzień się skiepściły i piesek zamiast szczekać, brzmi do teraz, jakby się dławił kością i nie podaje łapy, tylko robi jakiś dziwny przykuc na dwie przednie. Na szczęście zainteresowanie dzieci nowymi zabawkami też trwa góra trzy dni, więc córka do dzisiaj nie wie, że piesek jest niepełnosprawny.

No dobra, sprzęty się nie psują – to ty je zwykle psujesz. Za mocno kręcisz, przyciskasz, szarpiesz, pchasz widelec do tostera. Ale nie panikuj, spokój to podstawa.

Kiedy zepsujesz już ten toster, z którego i tak teflon odpadał kilogramami, a jesteś w domu sam – wykręć numer do żony. Zanim odbierze, rozluźnij gardło. Porób te wszystkie ćwiczenia na dykcję z lekcji muzyki w podstawówce. Bra-bre-bri-bra-bro. Mi-mi-mi-mi. Dromader z Durbanu turban pożarł panu.

Pierwszy sygnał. Oddychaj głęboko, przymknij oczy i pamiętaj, żeby brzmieć jak najbardziej naturalnie.

Drugi sygnał. Pomyśl o małych kotkach. I o masażu barków. Albo o małych kotkach masujących twoje barki małymi, mięciutkimi łapkami.

Trzeci sygnał. Odbiera!

Wtedy ty, zupełnie spokojnie, lekko nonszalancko ale i z nutą troski w głosie, pytasz:

– Skarbie, dlaczego nie powiedziałaś, że toster się zepsuł…?