Cześć. Mam na imię Jacek i jestem uzależniony. Zdaję sobie sprawę, że większość osób nie wie, kiedy to się u nich zaczęło. Choć schemat jest podobny – pierwsze nieśmiałe próby, dobra zabawa, chwile zapomnienia. Coraz więcej i więcej, chcesz więcej i kiedy tego nie ma, czujesz, że coś jest nie tak. Na początku po prostu jest coś nie tak. Ale później już wpadłeś i nie możesz normalnie funkcjonować. I nie wiesz tak naprawdę, kiedy był ten moment, bo wszystko szło tak stopniowo i niezauważalnie.

Mnie walnęło od razu, więc dobrze wiem, kiedy to się u mnie zaczęło. Jak urodziła mi się córka. Pamiętam to bardzo dobrze.

Wiem KIEDY, nie wiem jedynie JAK to się dzieje – dziecko wychodzi z ciała drugiego człowieka, mokre, często opuchnięte i zakrwawione. Siedziało w wodach płodowych 9 miesięcy, jest pomarszczone i choć lekarze dają mu 10/10, to moim zdaniem jest brzydsze.

POWINNO ŚMIERDZIEĆ

no czyż nie powinno, skoro tyle czasu spędziło w takich warunkach i miało tak ciężką podróż na świat? No i cud, bo chwilę po narodzinach nie ma mowy o żadnych kąpielach; dziecko jest lekko wytarte pieluszką tetrową, dostajesz je w ramiona i… ono pachnie.

Więc wpadłem po uszy, bo wącham ją przy każdej nadarzającej się okazji. Zapach niemowlaka… Co w nim jest?

A, właśnie. Mam dwóch dilerów. Pierwszy – Starsza córka – ma 4 lata i powiedzmy, że jedną nogą jest już na emeryturze. Ale mam też nowego dilera – Młodszą córkę. Ma 8 miesięcy, więc sami widzicie, że jest w sile wieku. Ma mocniejszy towar. Zwłaszcza, jak ją wykąpię, umyję, nasmaruję i założę nowego bodziaka. Mógłbym z nią chodzić w te i we wte po mieszkaniu i wwąchiwać się w czubek jej głowy, ale żona mówi, że przyzwyczaję ją do noszenia, więc siadamy sobie na kanapie. Niby zabawa, niby pokazuję jej książeczki i zabawki, ale cały czas, czasem nieświadomie, choć często bardzo świadomie, inhaluję się zapachem niemowlaka. Głowa, szyja, uszy, poliki. Wdech, wydech, wdech, wydech. Co za zapach! Jak można tak ładnie pachnieć?! Nie mogę usiedzieć dłuższej chwili bez zaciągnięcia się. Zamykam wtedy oczy i choć wiem, że to ja i mama dajemy jej poczucie bezpieczeństwa, to uśmiecham się, bo ten maluch nawet nie wie, jak wielkie poczucie bezpieczeństwa daje mi. Jak w tej jednej sekundzie praca, klienci i problemy stają się nieważne.

No więc z czego się składasz, zapachu niemowlaka? Tam musi być jakaś substancja psychoaktywna, która działa na ośrodkowy układ nerwowy rodzica. Powoduje uczucie ukojenia, może uzależnić. Czy to przypadkiem nie definicja narkotyku?

Najgorzej, jak nie mam jej przy sobie przez kilka dni.

JESTEM WTEDY NA GŁODZIE

staje się nerwowy, czegoś mi brakuje, cały czas myślę o chwili, kiedy znów będziemy razem. Ja i ona. I jej głowa do wąchania. Znaczy mój najlepszy stuff. Prima sort. Starzy wyjadacze mówią, żeby ratować się tym co jest. Ale co – mam biegać po mieście i wyrywać matkom niemowlaki, żeby się nimi sztachnąć ze dwa razy? Kiedyś pisałem, że jak moje dilerki odejdą na emeryturę to będę się zakradał na porodówkę, żeby wąchać niemowlaki. Póki co swój towar to swój. Sprawdzony, znany. Obcy jest jakiś taki inny, jeszcze z jakąś niespodzianką może się okazać. Zapachową – w pieluszce na przykład. Więc zaciskam zęby, chociaż podczas rozstań cierpię na delirkę umysłową.

Wczoraj byłem w sklepie. W ogóle sorry, że tak skaczę z tematu na temat, ale ostatni raz brałem rano, przed wyjściem do pracy, a piszę te słowa o 16:00, więc mam prawo być już lekko zdekoncentrowany. No więc byłem w sklepie, nosidło z przodu i ja podłączony do mojego narkotyku, bo głowę mojej dilerki mam na wysokości nosa. Chodzę po alejkach, wrzucam do koszyka różne produkty i wącham co chwilę. A to łepek. A to szyję. A to za uchem powącham, o ile wcześniej nie ulała, bo wtedy śmierdzi mlecznym rzygiem. Generalnie staram się robić to dyskretnie. Wiecie, tyle mówi się o tym, żeby być sobą i nie patrzeć na innych. Ale nie żyjemy na bezludnej wyspie, tylko w społeczeństwie i trzeba przestrzegać reguł. Nie mogę kupować pasztetu i obwąchiwać dziecka co dwie sekundy, bo to budzi podejrzenia. A co on tak wącha tą głowę? Czy to jego córka? Może jej nie myje? Niepotrzebne mi takie domysły obcych ludzi. Wystarczy samo to, że mam rozszerzone źrenice, błogą minę i w ogóle wyglądam jak na haju. No więc pisałem, że robię to dyskretnie – w mało obleganych alejkach, albo jak nurkujemy w głąb regału, że niby chcę wziąć coś z samego tyłu. Niuch, niuch i wyłazimy spomiędzy czipsów – jest dobrze, mogę dalej żyć. Jak widzicie, w miejscach publicznych staram się nie rzucać w oczy z moim uzależnieniem.

A w domu? Nie ma ograniczeń! Mogę wąchać aż zedrę sobie zatoki i zacznę krwawić z nosa. Narkotyzuję się więc przy każdej okazji. Na przykład:

KIEDY MYJĘ NACZYNIA:mycie naczyńKIEDY TRZYMAM KREDENS:A NAWET KIEDY BIORĘ PRYSZNIC:


Mówiłem, że jestem uzależniony. Ale jest mi z tym tak dobrze!