Właśnie takie pytanie usłyszałem i zaraz powiem wam, kto był przyczyną mojego chwilowego problemu z tożsamością.

Wróciliśmy z Warszawy. Siedziałem 5,5 godziny za kierownicą i z każdą kolejną stres po porannym wystąpieniu w „Pytanie na Śniadanie” opuszczał moje mięśnie, karku i ramion przede wszystkim. W domu to już w ogóle czułem się, jakbym był na haju. U siebie, w swoich pomieszczeniach, a nie atrapie salonu z obiektywami i światłami wokół – choć przyznam, że bardzo kameralnej i przyjemnej atrapie.

Łaziłem po mieszkaniu jak nakręcony, jakbym za chwilę miał je kupić. Aż w końcu dotarło do mnie, czego mi brakuje, aby zakończyć ten dzień na pełni szczęścia.

Piwo i czipsy.

Banalne? Pewnie tak, ale tak mi się ich chciało!

Wyjechałem autem za bramę i zjeżdżając tylnymi kołami z krawężnika, usłyszałem za plecami słodki głosik, jak z bajki:

– Jestem księżniczką! Czy ty też jesteś księżniczką?

Momentalnie obróciłem się za siebie. Kto to? Kto to powiedział? Córka uznała, że jadę po słodycze i jakoś wkradła się tylne siedzenie? Przecież spała, jak wychodziłem! Marzena Rogalska chce mi zadać jeszcze jedno pytanie? Wszystko zaczęło mi się mieszać w głowie.

Po kilkudziesięciu metrach przejechałem przez próg zwalniający i znowu! Czyli uszy nie mogły mnie mylić, ktoś był bardzo dociekliwy.

– Czy ty też jesteś księżniczką?

Szybkie spojrzenie we wsteczne lusterko. Nikogo tam nie ma.

Zajechałem pod sklep i już miałem mówić: „Marzena, nie wygłupiaj się, wyłaź z bagażnika…!”, kiedy na tylnej kanapie, między dziecięcymi fotelikami, pod zwiniętym pomarańczowym przedłużaczem, leżał sobie konik ze skrzydłami. Księżniczkowy kucyk. Choć kabel dusił go w szyję, wyglądał bajecznie. Choć córka zapomniała zabrać go z auta, nie tracił optymizmu. Klasa. Na każdym wertepie wciskał mu się guzik aktywujący, a on wciąż zarażał entuzjazmem.

Nie wiedziałem co mu odpowiedzieć. Miałem ciężki tydzień i stresujący dzień, który właśnie mnie wypluł w kierunku sklepu. Sam czasami czuję się, jakbym był przygnieciony jakimś kablem. Ty, księżniczkowy kucu, możesz być dla mnie wzorem, bo ja w takich sytuacjach często tracę zimną krew. Albo siedzę nabuzowany i do nikogo się nie odzywam, albo na odwrót – histeryzuję wszystkim dookoła. Pozwól więc, że dzisiaj ci odpowiem:

– Sorry, koniku, ale jest sobotni wieczór, miałem nienajlepszy tydzień, właśnie przejechałem 460 kilometrów i muszę przejechać jeszcze kilka, jest ciemno, siedzę w zimnym aucie, mam na sobie poplamiony dres, boli mnie gardło i jadę po browary, więc nie – akurat dziś nie jestem księżniczką.

Ale zaczynam od jutra.

kucyk zabawkajednorożec