A więc stało się. Poznałeś mnie, ja Ciebie. Podobno rodzicielstwo to ciągła nauka powolnego tracenia własnego dziecka. Kiedy weszliście przedwczoraj do naszej kuchni, akurat kroiłem warzywa. Pomyślałem: „A więc to ten, przez którego niemal całkowicie utracę najukochańszą osobę…” Skaleczyłem się w prawą rękę i teraz źle mi się pisze.

Nie wiem czy to dla Ciebie wymarzony początek naszej znajomości. Niby kolacja w naszym domu, casual dressing, śmiechy chichy, ale jak podawałeś mi sałatkę, to tak Ci się ręce trzęsły, że upuściłeś salaterkę na podłogę. Nie przejmuj się – u mnie masz plusa, bo nienawidziłem tej salaterki, to raz, a dwa, że nasz pies zjadł resztki sałatki i nie musiałem mu dawać jeść przed spaniem. Jeśli właśnie kamień spadł Ci z serca, to wiedz, że u mojej żony masz minusa, bo okazało się, że pies jest uczulony na kukurydzę.

Wahałem się czy napisać do Ciebie ten list, wiesz? A przede wszystkim czy udzielać Ci jakichś rad. Nie jestem typem mentora, który zjadł wszystkie rozumy. Znam się na kilku rzeczach, ale nawet wtedy jestem daleki od mędrkowania, bo wiem, że są ludzie, którzy są ode mnie w tym jeszcze lepsi. Jeśli jednak miałbym powiedzieć, że jestem w czymś największym ekspertem świata, to jest to moja córka. Dlatego robię wyjątek. Więc słuchaj.

Sprawiaj, żeby jak najczęściej się uśmiechała. Niech się śmieje na dobrych komediach, z dobrych żartów, niech się uśmiecha na wspomnienie waszych wspólnych wycieczek, ciepłych emocji i na myśl o wspólnej przyszłości. Jeśli zobaczę, że rechoczecie wspólnie oglądając Kardashianów, Twój następny uśmiech będzie uśmiechem ulgi na widok pielęgniarki z podwójną dawką morfiny. Jeśli będę widział córkę uśmiechniętą przy Tobie, być może i ja się kiedyś do Ciebie uśmiechnę.

Jeśli skrzywdzisz ją raz, nie zrobię nic. Tak, dobrze przeczytałeś, nie zareaguję, w ogóle. Jesteście oboje pełnoletni, macie mózgi (znając swoją córkę, ze swojego robisz nawet użytek) i załatwiajcie swoje sprawy między sobą. Jeśli skrzywdzisz moją córkę drugi raz, przytulę ją najmocniej na świecie i powiem jej, że choć jest piękną i silną dziewczyną, do mnie może walić jak w dym. Przez całą dobę. Jeśli skrzywdzisz ją trzeci raz, zabiję Cię. Twoje zwłoki nigdy nie zostaną odnalezione.

Od pewnego czasu mówiła o Tobie, że to już „ten”. Jeśli ma nosa do związków, jak jej tatuś, to rzeczywiście możesz być „tym”. Ja trzydzieści lat temu też tak mówiłem o pewnej dziewczynie, a Ty dzisiaj możesz się spotykać z owocem tej miłości. I jeśli już jesteś tym nieopierzonym ogrodnikiem i pokusiłeś się o zerwanie tego owocu z gałązki mojego drzewa, to wiedz, że to najwspanialszy owoc świata. Dbaj o niego, opiekuj się nim i poleruj go. Poleruj i poleruj. Zawsze i wszędzie. No, może nie w naszym domu za zamkniętymi drzwiami pokoju.

Widzisz, nie jestem wymagającym przyszłym teściem, co? Kilka rzeczy napisałem na poważnie, inne potraktuj z przymrużeniem oka. W stu procentach poważnie napiszę, że nasz dom jest pełen miłości i chciałbym, żeby córka znalazła miłość w domu, który stworzy z Tobą. Wtedy będziesz moim najlepszym kumplem.

PS. Z tymi zwłokami żartowałem.

PS2. A może jednak nie…?

PS3. Haha, ale musisz mieć minę! Spokojnie, zgrywam się;)

PS4. Wpadnij jutro do nas, coś Ci pokażę.