Karmienie piersią to temat ostatnio aktualny w moim życiu – nie, żebym sam karmił albo cichaczem pociągał z cyca. Mam w domu niemal dwumiesięcznego mlekołaka, który sporo podróżuje i siłą rzeczy je w różnych miejscach.

Jednocześnie przez media i blogosferę przetacza się dyskusja o karmieniu piersią w miejscach publicznych. Skumulowało się kilka powodów: a to jedną matkę wyproszono z restauracji (ruszył proces!), a to druga karmiła gdzieś przed sklepem na schodach i została za to zrugana, po czym opisała całą sytuację w necie. Odnotowałem kilka debat i debatek w telewizjach śniadaniowych i portalach informacyjnych.

Karmienie piersią – nie chodzi o to „czy”, tylko „jak”

Chciałbym wierzyć, że larum, jakie podnoszą oburzeni ludzie, dotyczy tylko sposobu karmienia piersią, a nie samego faktu wystąpienia tej czynności w miejskim krajobrazie. Bo to, że kobiety karmią piersią i powinny to robić nawet w miejscach publicznych, nie powinno w ogóle być przedmiotem dyskusji. 

Często przywoływana jest sytuacja karmienia w restauracjach. W pełni rozumiem, że komuś może w jedzeniu przeszkadzać ordynarnie wystawiona pierś i odgłosy sapania i ciumkania, które w przypadku mojego dziecka uważam za słodkie, ale komuś postronnemu niekoniecznie się spodobają. Czytałem niedawno wypowiedź kobiety, która jadła posiłek, a w tym czasie inna kobieta z dzieckiem odeszła od swojego stolika, niemal dosiadła się do tej pierwszej pani i zaczęła karmić bobasa. Ja również poczułbym się skrępowany, z dwóch powodów. Po pierwsze taka sytuacja narusza moją strefę komfortu, po drugie wyciągając pierś nie wiedziałbym, czy kobieta chce nakarmić dziecko czy mnie.

Uważam, że w każdej sytuacji karmienia w miejscach publicznych, wskazana jest dyskrecja i nieafiszowanie się ze swoim macierzyństwem. W parku można znaleźć wolną ławkę i nakarmić w spokoju, w restauracji można odwrócić się bokiem do reszty sali i nakryć dzidziusia pieluszką tetrową. Jeśli kobiety w ten sposób właśnie karmią, a i tak są napiętnowane, zwraca im się uwagę, albo w knajpach są wypraszane z niej czy wysyłane do brudnego kibla, to chyba komuś brakuje odrobiny empatii. Empatii dla dziecka i dla matki, dla której karmienie piersią gdzie indziej niż w domu również nie jest szczytem komfortu. Myślę, że jeśli cały proces odbywa się dyskretnie, czyli bez tryskania mlekiem ludziom po talerzach i bez szczucia cycem głodnych, niewinnych ludzi, to sam fakt karmienia powinien zostać absolutnie niekomentowany i neutralny, jako coś naturalnego i oczywistego.

Raz tylko byłem świadkiem karmienia piersią, które wywołało mój niesmak. Otóż w markecie, na dziale z warzywami, ogromna baba jedną ręką trzymała przy cycu ogromne dziecko, a w drugiej ręce miała reklamówkę z warzywami i tak nią wywijała, że myślałem że zaraz oberwę ogórkiem jak jakimś pociskiem. A wywijała, ponieważ między ramieniem a uchem trzymała telefon i darła gębę na pół sklepu. To znaczy nie że się na kogoś wydzierała, ona po prostu z kimś żywiołowo rozmawiała i gestykulowała. Rozumiecie więc, że cała jej osoba wywołała we mnie stłumioną agresję. Ona, jej dziecko, jej piersi, warzywa. Ale raczej nie o samo karmienie tu chodziło, a bardziej o teatr, jaki odstawiła, być może, żeby zwrócić na siebie uwagę, ŻE ONA. KARMI. PIERSIĄ, co już jest słabe.

A może chodzi o goliznę? O sam fakt wyjmowania piersi w miejscu publicznym? Sam im jestem starszy, tym częściej się łapię na tym, że

Nie lubię golizny w miejscach publicznych

Nie lubię, jak w zatłoczonym autobusie wtulają się we mnie półnagie piersi pani po pięćdziesiątce, która myśli, że wciąż jest nastolatką. Nie lubię, gdy w knajpie na wpółroznegliżowany biust pochylonej kelnerki niemal muska mój posiłek. Nie lubię, gdy rozwrzeszczane, półnagie gimnazjalistki wypadają ze szkoły i w sumie nie wiem czy to one, czy ich mamy.

W sobotę byliśmy na ogromnym placu zabaw na piasku, taka niby plaża z fontanną i masą urządzeń dla dzieciaków. Na jednej ze zjeżdżalni bawiło się czterech chłopców w wieku 3-5 lat, wszyscy całkowicie golutcy. Oprócz kwestii estetycznych i moralnych dochodzą również higieniczne, bo czy chcielibyście, aby wasze dziecko zjechało ze zjeżdżalni, po której przed chwilą przejechały cztery gołe dupki i sisiorki? Nie lubię jarmarcznej golizny na deptakach, w klubach, mierzi mnie nieuzasadniona goła dupa w reklamach. W innym kontekście gołe dupy lubię, ale kiedy idę sobie przez miasto, czuję się atakowany przez Januszów marketingu, którzy golizną modelki chcą mi sprzedać batona albo artykuły przeciwpożarowe.

Są inne rzeczy, powiedzmy obyczajowe, które występują w przestrzeni publicznej, a nie wywołują ostatnio tylu emocji. Być może powinny, cały czas. Bo są bardziej obrzydliwe, obciachowe i nie na miejscu niż kilkanaście centymetrów gołej piersi, które i tak w większości znajdują się w buzi małego, głodnego człowieka.

Na przykład:

  • łażenie po mieście z gołą klatą

gola-klata

Uwielbiane przez Sebixów-suchoklatesów, którzy po wiośnie zrzucają swój ortalionowy garnitur i w miejskiej przestrzeni świecą sutkami. Obowiązkowo czapka z daszkiem wycelowanym w niebo, koszulka wciśnięta za szlufkę oraz piwo w ręce. Przemieszczają się dwójkami bądź trójkami.

  • wzajemne obślimaczanie

całusy-ślimakusy

Czyli nad wyraz ekspresyjne okazywanie sobie czułości przez ludzi, którzy nie rozumieją, że nie każdy chce oglądać ich preludium do łóżkowych wyczynów. Zawsze mnie ciekawi, czy takie parki zostawiają po sobie mokry ślad, podobny do tego, jaki zostawia pędzący ślimak.

  • śmiecenie

śmieci

Moim zdaniem największa wiocha (i najbardziej szkodliwa) z tego krótkiego zestawienia. Wywalanie z auta pozostałości zestawu z Maka, śmieci na skwerach, mimo że niedaleko jest kubeł, śmieciory w oczkach wodnych – za to wszystko jest max 500zł mandatu. Mimo to bezmózgi wciąż uważają, że fajnie jest celować pustymi butelkami po piwie w kaczki na rzece.

  • skarpetki do sandałów

skarpetki-do-sandałów

Mniejsza wiocha niż śmiecenie, ale większa niż słuchanie Eski. Tak jak kierowcy są karani mandatem i odebraniem prawa jazdy, tak wszyscy panowie w sandałach z białą skarpetą zaciągniętą do półłydki powinni mieć odbierany dowód osobisty wraz z ograniczeniem praw obywatelskich do czasu ściągnięcia skarpet.

Teraz posadźcie na ławce na skwerku Sebixa z gołą klatą i skarpetkami do sandałów, który obślimacza się ze swoją Dżesiką i wywala butelkę po piwie na trawę. A obok niej matkę, która karmi piersią swoje dziecko.

No właśnie…