Zastanawialiście się kiedyś, czy instynkt macierzyński przed ciążą w ogóle istnieje? Dziewczyny – naprawdę fizycznie czułyście, że tak, to już ten moment, czujecie, że chcecie mieć dziecko? Że jeśli nie będziecie mieć dziecka w pewnym określonym czasie, to jakaś cząstka was umrze?

Kiedy indziej opiszę dlaczego zdecydowaliśmy się mieć dzieci, ale już teraz na pytanie, czy oboje czuliśmy jakiś pierwotny zew, który raził nas jak grom z jasnego nieba, gdy tylko widzieliśmy niemowlaki, mogę odpowiedzieć, że nie. Nie czuliśmy nic takiego.

Facetowi chyba w ogóle trudniej coś takiego poczuć, nawet podczas ciąży kobiety.

Przez dwie ciąże byłem domowym dostawcą orzechów włoskich, daktyli, zdrowych soków i Gavisconu. Pomagałem w prozaicznych czynnościach, które kobiecie o motoryce kuli bilardowej ciężko było wykonać. To nie w moim organizmie hormony przeciągały linę i jeśli rodziły się między nami jakieś sytuacje sporne – dla własnego bezpieczeństwa schodziłem z drogi. Co więcej miałem zrobić? To nie we mnie rosło nowe życie, nie ja rzygałem co rano, nie mi spuchły dłonie i stopy, nie ja czułem kopanie od środka i zgagę przez większość dnia.

To jak z tym instynktem? Podobno kobieta od początku ciąży czuje więź z dzieckiem w brzuchu. Powiem wam szczerze, że do momentu pierwszych kopnięć ciąża wydawała mi się abstrakcyjna – wiedziałem, że to przecież moje dziecko, chciałem dla niego jak najlepiej, bałem się o jego rozwój i że muszę dbać o matkę-nosicielkę. Ale żeby kochać bezgranicznie? Kogo? Zwariować? W sumie dlaczego?

Przypływ miłości i prawdziwości tego, co tak naprawdę się dzieje, otrzymałem w dniu porodu i był to pionowy skok w górę na wykresie moich uczuć. Zostałem znokautowany emocjami, prawie tak namacalnymi jak 3 i pół kilo kogoś, kogo mogę w końcu zobaczyć. Byłem przy dwóch porodach i były to dwa dni o takim ładunku emocjonalnym, że równać się z nimi będzie mógł tylko trzeci poród. Do dzisiaj mam ciary, jak sobie przypomnę te dwa porody, a pamiętam je bardzo dobrze. Z miejsca pojawił się instynkt, chęć opieki, ochrony i strach.

À propos ilości dzieci – ludzie z jednym dzieckiem, a drugim w drodze, często zastanawiają się czy pokochają to drugie równie mocno. Ja miałem odwrotny dylemat – o uczucia do noworodka nie obawiałem się w ogóle, martwiłem się, że uczucie do pierwszej córki może osłabnąć, że mam tę swoją pulę miłości, którą teraz przekieruję na młodsze dziecko – bo jest mniejsze, słodsze, bardziej bezbronne i nie zdążyło mi zaleźć za skórę. Niepotrzebnie tak myślałem.

Bo część z was na pewno ma dwójkę i więcej dzieci. I sami dobrze wiecie, że gdy rodzi się drugie, to miłości nie dzieli się na dwójkę dzieci. Ją się mnoży razy dwa.