Było kilka minut po 22:00, kiedy obudziłem się na łóżku córki, nieumyty, wymiętolony i ze zdrętwiałą ręką. Znów przy usypianiu przyciąłem nieplanowanego komara, choć jak co wieczór obiecałem sobie, że gdy tylko dziewczynki pójdą spać, nadrobię moje wszystkie kreatywne plany i w ogóle uratuję świat.

Myślałem, że córka jak zwykle się odkryła i marzną jej nogi i plecy, ale ona… siedziała na łóżku ze zbolałą, półprzytomną miną, jakby chwilę wcześniej zjadła czekoladkę z nadzieniem musztardowo-ogórkowym. Chyba wciąż spała. Wyszeptała tylko, że pod łóżkiem siedzi potwór i żebym z nim porozmawiał, bo ona nie może spać, a właśnie miała ładny sen jak z Julą (koleżanka z przedszkola) malowała pieska kosmetykami, co to je dostała pod choinkę w zestawie z lalką. Próbowałem jej powiedzieć, że żadnych potworów nie ma i żeby położyła główkę na poduszce i w końcu klapła na nią z impetem, cały czas mówiąc, że coś siedzi pod naszym łóżkiem. Trochę to było creepy, pomyślałem, zamykając oczy. Noc, szara poświata w pokoju, potwór pod łóżkiem i moje wpół lunatykujące dziecko. Próbowałem zasnąć, ale absurdalna ciekawość nie dała mi spokoju. Wiedząc, że to głupie, złapałem oburącz krawędź łóżka i zsunąłem się trochę, żeby zajrzeć pod łóżko.

Siedział tam. Nieduży, trochę włochaty, ze spiczastymi uszami i oczami, które miały być groźne, ale widziałem, że sam był trochę przestraszony. Pomyślałem, że jak okażę słabość, to przystąpi do ataku, więc wypaliłem:

  – Co ty tu robisz? Sprzątałem pokój po południu i jakbym wiedział, że się tu wcisnąłeś jak uchodźca do luku bagażowego, to bym cię wciągnął rurką do odkurzacza.
   – Mam tu misję – potwór wychrypiał nieśmiało, że ledwo go usłyszałem. – Jestem początkującym potworem. Zaczynam straszyć dzieci.
   – Ale moje też? Kto ci pozwolił?
   – Sam trochę na to pozwalasz.
   – Co ty gadasz? – wkurzyłem się trochę na te bzdetne insynuacje. – Wyłaź stąd! Znikaj.
   – Nie mogę – odpowiedział potwór. – To moja robota. Ty masz swoją pracę i nikt ci w niej nie przeszkadza. Żyj i daj żyć innym.
   Pomyślałem, że rozwiązanie siłowe to nienajlepszy pomysł. Rozegram to inaczej.
   – Pierwszy raz widzę prawdziwego potwora. Z czego się składasz? – zapytałem.
   – Głównie z dziecięcej fantazji. Trochę z niezrozumienia, naiwności, zniekształconych wspomnień. Zadry w sercu, trochę też ze smutku i samotności.
   – Mogę cię dotknąć?
   – A nie boisz się mnie? – potwór spod łóżka skrzywił się tak, jak to potwory spod łóżka potrafią. Myślałem, że wybuchnę śmiechem.
  – A mam się bać? – odpowiedziałem. – Jesteś potworem dla mojej córki, nie dla mnie. Nie obraź się, ale moim zdaniem wyglądasz jak młodszy, trochę niedorozwinięty brat Elmo z Ulicy Sezamkowej. Te oczy… I włosy – każdy w inną stronę.
   – Dobra, wystarczy! – potwór trochę się nabzdyczył, ale zaraz przesunął się w moją stronę. – Możesz mnie dotknąć. Ale nie odpowiadam za konsekwencje!

potworek
   Wsunąłem rękę głębiej pod łóżko i wyczułem pod palcami szorstkie włosie, jak u wilka. Przez mój kark, w dół po plecach, przeszedł lekki niepokój, nieokreślony i odległy. Jakbym szykował się do jakiejś ważnej podróży i zapomniał spakować wielu istotnych rzeczy, ale nie potrafił jeszcze powiedzieć jakich.
   – I co? – potwór wyprężył dumnie pierś.
   – Coś tam czuję. Wyobrażam sobie, że dzieciom wydajesz się kilka razy straszniejszy. Że też wcześniej cię nie znalazłem…
   Potwór prychnął.
   – Czasem u was przesiaduję i parę razy słyszałem, jak twoja żona mówi, że nigdy niczego nie możesz znaleźć, nawet jak jest tuż przed twoim nosem.
   – Nie wymądrzaj się – uciszyłem go i jak na zawołanie usłyszałem głos żony z drugiego pokoju:
   – Jacek, z kim rozmawiasz? Słyszę jakieś głosy.
   – Z nikim. Idź już spać.
   – Nie rozbawiaj jej; ona już powinna spać.
   – Nie rozbawiam! Rozmawiam z potworem spod łóżka.
   – Aha. Super.
   Potwór zachichotał i pomyślałem, że to w sumie dość sympatyczny gość, gdyby nie to, że nieproszony siedzi pod łóżkiem mojej córki i ma zamiar zepsuć jej sen. Muszę się go pozbyć, ale zanim cokolwiek zdążyłem zrobić, potwór zapytał:
   – Jak to w ogóle możliwe, że ty mnie widzisz?
   – Sam mówiłeś, że masz misję straszyć dzieci. Moją misją chyba jest cię widzieć, jestem jej tatą. Jestem strażnikiem tej małej dziewczynki, która śpi obok mnie.
   – Ale pozwolisz mi tu być? Jestem potworem i muszę straszyć dzieci! Będzie draka, jak wrócę do siebie i powiem co się wydarzyło…
   – Żartujesz chyba – roześmiałem się, czując, że potwór powiedział trochę za dużo, niż chciał. – Idź do siebie, zwalisz całą winę na mnie.
   Podciągnąłem się do góry chyba w samą porę, bo szyję miałem już całą nabrzmiałą i czułem jakby krew z całego ciała skumulowała mi się w czubku głowy. Ułożyłem się obok córki i przytuliłem ją mocno. Jeśli potwór miał rację, to z mojej winy córka czuje się czasem samotna, ma zadrę w sercu, jest niezrozumiana. Wyrzuty sumienia kłuły mnie jak lodowate igły, zresztą jak każdego wieczoru, kiedy wiem, że mogłem być lepszym rodzicem. Wtuliłem nos w jej włosy i pomyślałem, że jutro jest nowy dzień i każdego ranka mogę zrobić coś, co sprawi, że ten dzień będzie ciut lepszy od poprzedniego.

Potwór coś jeszcze mamrotał, ale czułem, że staje się coraz mniejszy, jego głosik był coraz bardziej piskliwy, aż w końcu zamilkł na dobre.

Tej nocy spałem dobrze jak nigdy.


Moi drodzy, w Nowym Roku życzę wam jak najmniej potworów pod łóżkami waszych dzieci, a jeśli się pojawią, to oby dzięki wam znikały jak najprędzej. Żebyście każdego dnia dostarczali sobie i dzieciom wspomnień, po których może śnić się tylko malowanie pieska kosmetykami od zestawu świątecznej lalki. Żeby zadry w sercu były leczone szybciej niż „kontuzjowane” misie obklejone plasterkami z Hello Kitty. No i wyśpijcie się!

Dobra, z tym ostatnim zdaniem przegiąłem 🙂