W tym roku miałem 30-ste urodziny. Kiedyś myślałem, że ludzie w tym wieku są już mocno nadgryzieni zębem czasu, a kobiety to w ogóle stoją jedną nogą nad grobem. Dzisiaj oprócz tego, że po zabawie z dzieckiem podnoszę się z dywanu jakieś pół minuty dłużej niż kiedyś, to fizycznie czuję się świetnie, a mentalnie w ogóle na dziesięć lat mniej. Kobiety zaś najpiękniejsze są właśnie teraz. Jedną nogą nad grobem to będziemy stać za jakieś… 10 lat? Mimo wszystko znów chciałbym być dzieckiem.

Tymczasem każdy w dzieciństwie chciał dorosnąć. Co myśmy sobie wtedy myśleli i dlaczego nikt nas nie ostrzegł, że to pułapka? Dobrowolnie chcieliśmy zrezygnować ze świata, w którym największym zmartwieniem było to, żeby mama usłyszała, jak pod blokiem wołaliśmy, żeby rzuciła z góry picie. Największym dramatem było jak zdechł nam tamagotchi, bo nie nakarmiliśmy drania po szkole, a największą zagadkę stanowiła dziurka u góry patyczka po Chupa-Chupsie albo gdzie sika pani z zielonego kiosku Ruchu. Dzisiaj mandaty, banki, franki, odpowiedzialność, spotkania, ceny paliw, łysienie. Nie wiem jak wam, ale mi nikt nie mówił, że tak to będzie wyglądać. W porządku, przetestowałem, zobaczyłem z czym to się je, ale teraz grzecznie chciałbym zwrócić uwagę, że bycie dorosłym nie jest dla mnie. Bo jak to ktoś ładnie ujął: dorosłość jest jak filmy Quentina Tarantino: zaczyna się całkiem miło, później jest dużo przekleństw, wszystko staje się coraz bardziej zagmatwane i wszyscy umierają.

NIE DORASTAJ

Nigdy, przenigdy nie wrócą czasy, w których możemy być w stu procentach sobą. Naturalni, bez ciągłego pilnowania się, że ktoś to widzi, albo że coś sobie pomyśli. Świat dzieci jest zarąbisty: radosny, szczery, spontaniczny. My już tacy nie możemy być – u dzieci na pewne sprawy przymykamy oko. Popełniają błędy, zaliczają wpadki, ale są rozgrzeszane; to przywilej dzieciństwa. My:

Utraciliśmy RADOŚĆ

Dziecko: tańczy w galerii handlowej w rytm muzyki płynącej z głośników.
Ale słodka. I jakie poczucie rytmu!
Ja: też słyszę tę muzykę i gibam się na ruchomych schodach, może sobie nawet coś tam podśpiewuję.
Pijany. Schizofrenik. Za dużo marichunanen. Halo, Policja?


Utraciliśmy SZCZEROŚĆ

Dziecko: Czy pani jest gruba czy połknęła pani dzidziusia?
Ale zabawny brzdąc. Cóż za wyobraźnia i bezpośredniość.
Ja: Czy pani jest w ciąży, czy może wpieprza pani białe pieczywo po 20:00, a Chodakowska od męża leży jeszcze w folii i się kurzy?
Cham. Prostak. Brutal.


Utraciliśmy SPONTANICZNOŚĆ

Dziecko: cichy pierd w środku zatłoczonego autobusu.
Haha, hihi. To jeszcze dziecko. Zresztą nawet nie śmierdzi.
Ja: cichy, choć przeciągły i modulowany pierd w środku zatłoczonego autobusu.
No cham. Naprawdę prostak. Ewakuacja.


Te trzy rzeczy straciliśmy na zawsze. To znaczy mamy je, ale manipulujemy tym i korzystamy z nich w ograniczonym zakresie. Niestety, jesteśmy dorosłymi ludźmi wtłoczonymi w konwenanse. Nie gadaj do siebie, bo ludzie cię wezmą za dziwaka, nie baw się tym, bo to dziecinne, zdejmij to, bo wyglądasz niepoważnie.

Chciałbym choć na jeden dzień opuścić tę sztywną krainę.

dorosłość

Oprócz tego lepiej być dzieckiem, bo:

  • w dzieciństwie pierwszy śnieg wywoływał uśmiech na twarzy / dzisiaj najpierw jest westchnięcie: „Zaczęło się…”, a później najchętniej zasnąłbym w szafie i obudził się w kwietniu;

  • mógłbym znów grać w Commodore 64 / dzisiaj nie stać mnie na kompa, który udźwignąłby gry, które mi się podobają;

  • choć dzieci kładą się spać wtedy kiedy nie chcą, to przynajmniej wstają, o której chcą / ja kładę się spać o której chcę, za to wstaję zawsze wtedy, kiedy nie chcę;

  • mogłem wsiąść do auta i „jechać” gdziekolwiek chciałem / dzisiaj jadę tam, gdzie muszę i gdzie mam coś do załatwienia;

  • miałem plan, by zbudować rakietę / dzisiaj planuję swoje wydatki (idzie mi to bardziej nieudolnie niż budowanie rakiety);

  • mogłem wyjść z domu z pustymi rękami i kieszeniami / dzisiaj jak zapomnę telefonu to chodzę nerwowy cały dzień, bo nie mogę go odebrać, choć wiem, że w większości to będą połączenia, których i tak nie mam ochoty odbierać.

Często obserwuję córkę jak się bawi i zazdroszczę jej tego świata. Że może próbować, ryzykować i popełniać błędy. Nic wielkiego się nie stanie, bo zawsze ktoś ją wyciągnie z ewentualnych tarapatów. Że nie żyje pod presją, a oczekiwać to mogę od niej jedynie, żeby po zabawie pozbierała klocki. Zazdroszczę, że ot tak nawiązuje relacje. Bierze dziewczynkę za rękę, obie się śmieją i już są koleżankami. Zazdroszczę jej wyobraźni – kiedy wetrze w dywan plastelinę i różowy brokat, śmieje się do upadłego. Mi nie jest do śmiechu – widzę na dywanie wielką plamę plasteliny i różowego brokatu. Ona tam widzi kupę jednorożca. Czy to nie jest wspaniałe?

Bycie dorosłym kocham tylko z jednego powodu. A w zasadzie z trzech: mam żonę, Starszą córkę i Młodszą córkę. Tak po za tym, bycie dorosłym to najgłupsza rzecz, jaką mogłem zrobić.

małe dziecko