Miałem sen, że jestem lepszym człowiekiem.

Że cierpliwość mam z gumy, odporność z żelaza, nigdy się nie męczę i że zawsze potrafię słuchać. Że moje podkłady empatii są niewyczerpane i nigdy na nic nie jestem obojętny. Że mogę robić wszystko lepiej, szybciej i ciekawiej. Że żongluję pomysłami na każdy kolejny dzień, jak tymi Twoimi piłeczkami od dziadka, które turlają się po wszystkich zakamarkach i zbierają kurz, a ty je później liżesz, choć tyle razy mówimy, że będziesz miała krostę na języku.

Uczysz się, jak radzić sobie z własnymi emocjami i odkrywasz, że gniew uruchamia gniew. Ja to już wiem od dawna, a i tak czasami nie daję Ci za wygraną i zamiast odpuścić, patrzę jak męczysz się sama ze sobą. Miałem sen, że jestem mistrzem w wyłapywaniu emocji. Że reaguje na nie w najlepszy z możliwych sposobów, tak że nikt nie jest ranny i nie zostają zgliszcza w naszym światku na kilkanaście minut – dopóki nie odbudujesz wszystkiego jednym przytuleniem się albo uwieszeniem się na mojej nodze. Mówisz wtedy: „Tatiii…” i w dupie mam swój gniew. Tak, śniło mi się, że czytam Twoje emocje jak otwartą książkę.

Bo na jawie to ja jeszcze dukam.

sandałki

Więc potrafisz być małą przekorą; nawet z najbardziej prozaicznych czynności wiesz jak uczynić powód do swoich małych bitewek. Chciałaś zjeść banana, ale ja, niegodziwiec, śmiałem Ci pokroić w kawałki, podczas gdy Ty chciałaś w całości. Ryk. Miałem podkładać głos jednej z Twoich lal, ale mój spontaniczny dubbing odbiegał trochę od scenariusza, który sobie umyśliłaś w swojej łepetynce. Ryk. Jest gorąco, ale na spacer nie chcesz założyć sandałów, tylko zabudowane trampki i po moich sześciu prośbach i dwunastu groźbach obrażasz się z miną, od której włos jeży mi się na głowie na samą myśl o tym, co będzie się działo, jak będziesz mieć piętnaście lat.

I patrzysz na mnie. Testujesz. Dobrze, że w oczach nie masz kamery termowizyjnej, bo mimo, że na zewnątrz nad sobą panuję, to w moich żyłach zobaczyłabyś gotującą się krew.

Miałem sen, w którym takie sytuacje obracam w żart. Nie chcesz założyć sandałków? W porządku, łapię Cię za rękę i jakby nigdy nic wychodzimy z domu, choć już na schodach śmiejesz się tak zaraźliwie, że to mnie aż brzuch boli. Myślisz, że ja nie zauważyłem, że Ty nie masz nic na stopach, ale wciąż tak się śmiejesz, że niby nie rozumiem co chcesz mi powiedzieć. Choć przecież doskonale wiem. W końcu, już na dworze, na szorstkiej i nierównej kostce brukowej, podkurczasz palce i szczebioczesz z uśmiechem od ucha do ucha: „Tatusiu, ale ja jestem gosa, nie widziałeś?!” W moim śnie mówisz tak samo jak na jawie: „gosa” – ni to „goła”, ni „bosa” i za takie słowotwórstwo Cię uwielbiam.

z dzieckiem

Wracamy po sandałki i zaraz znów jesteśmy na dworze. Już się przyzwyczaiłaś, że trzeba złapać tatę za rękę. Nawet na chodniku. We śnie cieszę się z tej małej łapki w mojej ręce, chociaż jest dwadzieścia dziewięć stopni i co chwilę odruchowo wycierasz spoconą dłoń w sukienkę. Na jawie też się cieszę, choć może bardziej odnotowuję, uważam, że tak powinno być, że dziecko idzie z rodzicem. Ale na jawie Twoja łapka rośnie szybciej niż bym chciał, więc czy doceniam taką chwilę na tyle na ile powinienem?

Bo na jawie jestem przyzwyczajony, że pędzę po tych chodnikach, przemieszczam się z punktu A do punktu B. Jeśli mam zwolnić, włączyć tryb spacerowy, to coś dławi mnie w nogach, czuję, że muszę przyśpieszyć, choć nie wiem po co. Jakby beton palił mi stopy. Wiesz, dorośli tak mają – chcą dojść po prostu do celu, a naszym celem jest park albo plac zabaw, więc chodźmy już, no czemu musimy się zatrzymywać co kilka kroków?

Jesteś niższa ode mnie o metr i Twoje oczy widzą inny świat niż moje. Twoje nogi nie muszą nigdzie się śpieszyć, nie traktują betonu zadaniowo i nie muszą go zjadać w pędzie po kolejnych asapach dzisiejszego dnia. Miałem sen, że się zrównaliśmy wzrostem i… przestałem się śpieszyć. Cieszyło mnie to, co zacząłem dostrzegać. Obiecuję, że jutro nie będę Cię szarpał za rączkę; będziesz mogła zatrzymywać się przy każdym martwym żuku i zaglądać do każdej kratki kanalizacyjnej. Może nawet nie dojdziemy na ten plac zabaw, ale… czy musimy?

Miałem sen, że jestem lepszym rodzicem.

I obiecuję Ci, że jak się zaraz obudzisz, to będę się starał nim być. Ty nie musisz być lepszą córką. Bo wiesz, świat jest zły, ale Ty codziennie pomagasz mu być lepszym.

skok

  • Joanna Baranowska

    Wszystko fajnie, tylko po co założenie, że świat jest zły?

    • Jacek Kalinowski

      Joanna, mój najbliższy świat i Twój myślę też, jest pewnie dobry. Ale suma sumarum…?

      • Joanna Baranowska

        Niestety media pokazują nam co chcą i staram się nie wierzyć w wykreowany zły świat. Konkretni ludzie, zwykle okazują się bardzo przyjaźni i dobrzy. Staram się tego trzymać w życiu 😉

        • Jacek Kalinowski

          Ja też:) I tak trzymaj!:)