W czwartek minął miesiąc, odkąd nasza Młodsza córka jest już po drugiej stronie brzucha, a więc oficjalnie i słownikowo przeistoczyła się z noworodka w niemowlaka. Starsza jest już z nami prawie 3 i pół roku. To niby niedługi czas, ale wystarczający, żeby okres niemowlęcy został spychany w niepamięć przez kolejne umiejętności przedszkolaka.

Więc kilka rzeczy prawie mi się zapomniało.

1) Zapomniałem, że noworodki wydają dźwięki, które niemal przyprawiają o zawał

dziwne dźwięki

Kompletnie o tych dźwiękach zapomniałem, ale miesiąc temu zostało mi to przypomniane, kiedy Młodsza córka, jeszcze w szpitalu kilka godzin po urodzeniu, leżała na boku i w jakiś dziwny skwierczący sposób łapała powietrze jak mała rybka wyjęta z wody, a z ust leciała jej piano-ślina. What the f**k!?, zapragnąłem krzyknąć w jakimś panicznym amoku i dzwonić po pogotowie, co byłoby nierozsądne, bo przecież byliśmy szpitalu, w dodatku na oddziale położniczym. A przecież dziecko się „tylko odśluzowywało”. W domu te wszystkie chrząkania, stękania, gurglania, pochrumkiwania, przyspieszony oddech. I jęki takie zawodzące, jakby kotu nie udało się przejść przez ogrodzenie z drutem kolczastym. Naprawdę. Leży sobie takie maleństwo zawinięte w kokon, napina się, chrumka i rzęzi. I oczy wybałusza przy tym. Albo je cyca i nagle kaszel, świst i hepie nim, jakby się dusiło. Mi już się włos jeży na głowie, próbuję sobie przypomnieć jak reanimować noworodka, a ona już przy drugiej piersi z błogą minką i ciamka cichutko, że w sumie dalej nie wiem czy jest już wszystko dobrze, czy może dziecko już jest tak podduszone, że nie ma siły walczyć. Po jedzeniu jeszcze potężny, basowy bek i znowu – nie wiem czy mam dzwonić po egzorcystę czy córka opitoliła udko kurczaka z mojego talerza jak nie patrzyłem. Noworodki są słodkie, ale wydawane przez nich odgłosy często stawiają mnie na baczność.


2) Zapomniałem, że noworodki tak pięknie pachną

pachnące-główka

Zapach noworodka (przewiniętego) to najpiękniejszy zapach i każdy kto twierdzi inaczej ma albo grzyba w zatokach, albo nie ma jeszcze dzieci. Podobno wąchanie małego dziecka powoduje u matek wytwarzanie w mózgu dopaminy, a więc hormonu szczęścia, tego samego, który u facetów odpowiada za uczucie błogości, jakiego doznajemy, gdy po ciężkim treningu bierzemy chłodny prysznic, jemy pysznego burgera, a na końcu siadamy w cieniu na balkonie z zimnym browarkiem w dłoni. Ale uwaga – dopamina uaktywnia się również u osób uzależnionych (efekt nagrody). A więc mam w sobie coś z kobiety i narkomana, bo sztacham się własnym dzieckiem i nasztachać nie mogę. I czuję się przy tym cudownie, jakbym rzeczywiście dostał strzała w żyłę z jakimś najpiękniejszym narkotykiem. Brakowało mi tego; 3-letnie dzieci też ładnie pachną, ale zapach noworodka, mieszanka jego skóry, włosków, wypranych ciuszków, kosmetyków, mleka, jest nieporównywalny z NICZYM. I co fajne, na początku, jak nie wykąpiesz takiego oseska przez 2-3 dni, to on mimo to ładnie pachnie. Czasami też chciałbym tak umieć… Co zrobię jak Młodsza córka nie będzie już pachnieć niemowlakiem? Nie wiem, chyba pod osłoną nocy będę zakradał się na porodówkę i wąchał noworodki!


3) Zapomniałem, że pępek potrafi odpadać tyle czasu

pepek-nie-chce-odpaść

Pępki u nas odpadają długo. Baaardzo długo. Niemal o tym zapomniałem, ale przypomina mi o tym codziennie pępek, nieodpadnięty jeszcze, u Młodszej córki. U Starszej trzy lata temu było dokładnie to samo – czas się wlókł, a obumierająca pępowina, mimo że czysta i zadbana, trzymała się kurczowo ciałka mojego dzidziusia. Pamiętam, że bałem się, że pępek nigdy nie odpadnie. Nigdy. Że będzie przytwierdzony do brzucha już na zawsze, a my jako jakaś rodzina-ewenement będziemy zapraszani do Rozmów w Toku i w dziwnych blond perukach będziemy opowiadać o życiu z resztką pępowiny. Albo że córka w wieku siedmiu lat pójdzie do szkoły i na wuefie w szatni inne dziewczynki będą się z niej śmiały. Dzieci są okrutne. Będą ją wytykać palcami i przezywać Pępowina, a ona będzie obwijać sobie brzuch taśmą klejącą. To śliczna dziewczynka, ale nawet miss szkoły nie wygląda dobrze ze sczerniałym kikutem pod bluzką. Na szczęście pępowina odpadła i do dziś wspominałem to z uśmiechem. Do dziś. Bo teraz przechodzę to na nowo.


4) Zapomniałem, że gdy odłożysz noworodka, on za jakiś czas wciąż będzie w tym samym miejscu

odpoczynek

Oczywiste? Niekoniecznie. Odkąd dziecko zaczyna się przekręcać z boku na bok, później raczkować, a w końcu chodzić, zapominasz powoli jaki komfort psychiczny oferuje ci brak mobilności takiego małego zawiniątka. Większe dzieci to tajfuny, Starsza córka w ogóle ma nieokiełznany temperament. Od 6:00 do 20:00 na pełnych obrotach, przemieszcza się nie wiem nawet jak i kiedy. Noworodka wystarczy położyć na plecach albo na boku i spokojnie można ogarnąć mieszkanie albo zrobić sobie śniadanie, bez ciągłego sterczenia za plecami, myszkowania po szufladach w poszukiwaniu słodyczy i włażeniu na stołek, „bo ona też chce mieszać i przelewać”. Niestety, przez 3 lata zapomniałem jaki to komfort. Jestem sam w domu z trzylatką, siedzę na kiblu i wiem, że ona wycina coś nożyczkami w swoim pokoju. Jeśli cisza trwa dłużej niż 2 minuty to nie wiem, czy gdzieś nie wylazła po cichu. Czy jeszcze żyje? Co zrobiła z nożyczkami? Stoi na schodach na poddasze i szykuje się do spektakularnego skoku? Może wyprowadziła się z domu i drałuje teraz rowerkiem na przystanek? Z dzieckiem w tym wieku czuję się całodobowym strażnikiem jej życia. A noworodek? Boże, high life. Leży jak tortilla z rączkami przy głowie i nawet się nie przeturla na bok, ha ha!


5) Zapomniałem, że noworodki potrafią TAK krzyczeć

krzyk

Chciałem na początku napisać „płakać”, ale często to nie jest płacz. To jest po prostu niesamowity ryk, który ma w dwie sekundy przywołać matkę karmicielkę. Minęły trzy lata i trochę się odzwyczaiłem od tego krzyku. Zapomniałem, jaka to siła. 3-letnie dzieci, owszem, też potrafią się nieźle drzeć, ale to nie to samo co rozżalony krzyk noworodka/niemowlaka. Pamiętacie mój tekst o supermocach? Tam była umiejętność, którą nazwałem Krzykiem. Zapomnijcie o niej. Przy wrzasku rozeźlonego noworodka, mój krzyk jest nieśmiałym chrząknięciem zawstydzonej nastolatki. Przez ostatni miesiąc kilka razy zostałem z Młodszą córką sam na sam na około dwie i pół godziny. O ile spała sobie słodko w bujaczku to dogadywaliśmy się wyśmienicie. Gorzej jak się obudziła, głodna, a obok nie było jej mamy. Wtedy mieliśmy pewne różnice zdań. Krzyk, jaki wydobywa się z gardełka o średnicy małego palca, ogłusza. Oślepia. Drżą szyby w oknach. Ptaki masowo wzbijają się w powietrze. Pękają bębenki i pęka serce. Na nic noszenie, bujanie, tulenie, głaskanie i zapewnienia, że Cyc nadciąga, że właśnie do mnie dzwonił i pędzi przez lasy i że jeszcze chwilka i spełni się twoje największe marzenie. Czasem w chwilach tego przejmującego, niedającego się opanować krzyku żałuję, że faceci też nie mogą karmić piersią. Zawisłby wtedy taki berbeć na moim sutku, a ja mógłbym dalej cisnąć w PS4.


Bonus: niemal zapomniałem, jak ostre paznokcie mają noworodki i to zaraz po urodzeniu. Właśnie mi je wbija w obojczyk. Dżizas, małe igły!