Każdy młody rodzic, który przy swoich rodzicach lub dziadkach odważy się trochę poutyskiwać na swój żywot, prędzej czy później usłyszy nieśmiertelne:

a-kiedys-to-bylo

Nie chciałem, żeby ten tekst służył do przerzucania się argumentami, typu: „A jak wy byliście mali to w sklepach nic nie było i bodziaki dostawaliśmy w paczce od cioci z Ameryki”. Na co druga strona: „Dobrze, było trudniej, ale teraz na te bodziaki i pieluchy musimy zarobić, a mamy śmieciową umowę, ratę za mieszkanie 2200zł, a wy mieszkaliście przecież z dziadkami w jednym domu przez kilka lat”.

My, dzisiejsi 30-latkowie nie zweryfikujemy, które czasy były lepsze albo cięższe i czy lepiej jest kupować 50 pieluch za 30zł, czy prać tetrowe, bo my wtedy w te pieluchy sraliśmy i średnio nas interesowała sytuacja ekonomiczna w państwie.

Dzisiaj w wymiarze materialnym pewnie jest łatwiej. Gorzej, jak chcesz być świadomym, odpowiedzialnym rodzicem, analitycznym, który chce podejmować właściwe wybory. Jak masz zbyt analityczny umysł, to masz przerąbane. Najgorszą rzeczą, jaką można zrobić, będąc ambitnym rodzicem, to

Podpatrywanie innych młodych rodziców na Fejsie

No bo jak to – my po południu standardowo wychodzimy na plac zabaw albo do ogródka, a moja koleżanka z liceum właśnie dodała 137 zdjęć z rodzinnego wypadu do Ogrodu Botanicznego? Na pierwszych czterdziestu siedmiu mała Zuzia wącha rododendrony, na kolejnych dziewiętnastu Zuzia stoi pod palmą. Nam w domu palma odbija; bawimy się świetnie, ale… to tylko dom, cztery ściany. Pod wieczór widzę, że Kaceperek z tatą zjeżdża na linie w parku linowym w Karpaczu – ja właśnie zjeżdżam po ścianie, bo jestem padnięty, kawa się skończyła, a przecież nie wyślę 3,5-latki samej do sklepu. Czy jestem gorszym rodzicem? Czy moje dziecko coś traci? Będzie głupsze/gorsze/mniej obyte, bo kiedyś wiedza o roślinach jej się przyda w dorosłym życiu, ale tatuś nie zabrał jej do Ogrodu, to znaczy zabrał, ale jak miała 8 miesięcy i zamiast pochłaniać wiedzę, pochłaniała swoje gile? Czy tak działa efekt motyla i w wyścigu szczurów Zuzia będzie miała przewagę nad moją córką, bo za 16 lat na egzaminie na Uniwersytet Przyrodniczy pojawi się pytanie o rododendrony? Czy co weekend muszę organizować eskapady i być we wszystkich fajnych miejscach, w jakich wypadałoby, żeby przedszkolak bywał?

Pół biedy, gdy pada deszcz. Czuję się moralnie usprawiedliwiony, że nie jedziemy do Puszczy Białowieskej, żeby na żywo zobaczyć jak wygląda przylepek brodacznik albo jak kopulują żagnice torfowe. Wchodzę na Fejsa i co? Musiała, franca, dodać fotki ze spaceru, choć lało jak z cebra. I zastanawiam się, dlaczego jej zdjęcie w deszczu pod blokiem wyszło tak:

w-deszczu

Podczas gdy my wyszliśmy tak:

my-w-deszczu

Naprawdę, Facebook jest zmorą dzisiejszych rodziców. Kiedyś nie było takiego przepływu informacji. Każdy miał to samo, był ubrany podobnie, jeździł w te same miejsca na kolonie, albo w ogóle nikt nie jeździł. Dzisiaj? Ciągłe porównywanie, podpatrywanie i zadręczanie się, czy robię wszystko, aby dziecko było szczęśliwe, czy można by wykrzesać z siebie jeszcze więcej? Nawet jeśli ja się nie porównuje z innymi rodzicami, to pewnie robią to inni w stosunku do mnie. W myślach. Codziennie presja. Wyścig zbrojeń.

Facebook Facebookiem, ale

Internet ogólnie komplikuje rodzicielstwo

Pomijam już to, że dzieciaki teraz szybciej się rozwijają i tym wymaganiom trzeba sprostać. Że napieprzają na tabletach i smartfonach tak, że parę razy obserwowałem Starszą córkę jak śmiga tymi chudymi palcami i zastanawiałem się, czy żona w ciąży nie połknęła smartfona, bo córa zachowuje się, jakby za zygoty przeszła szybki kurs obsługi urządzeń multimedialnych. A ma dopiero 3,5 roku. Ostatnio ogląda Pszczółkę Maję na YouTube i nagle coś się wyłączyło, a ona: „Tatusiu, wifi nie łapie?” Kumacie, 3,5-latka pyta czy wifi nie łapie. Jak tak dalej pójdzie to za rok cichaczem założy mi blokadę rodzicielską.

To to jednak szczegół. Najgorszy jest natłok informacji, jaki można znaleźć w sieci, a który codziennie musimy przecedzać przez nasz wewnętrzny durszlak rozwagi, nasze sito zdrowego rozsądku oraz przetak czujności i odpowiedzialności. Kiedyś autorytetem była babcia, która stwierdzała, że kolkę u niemowlaków powoduje sól, gromadząca się wieczorem w brzuchu w okolicach pępka (autentyk!). I kazała matce dziecka pić jakiś dziwny roztwór, którego dzisiaj prędzej użyłbym do wyczyszczenia fug między kafelkami. Wtedy szło się do lekarza i nikt z nim nie dyskutował. Dzisiaj rodzice torpedowani są taką ilością informacji, że ciężko się w tym odnaleźć. Każde zdanie doktora konsultujemy z doktorem Googlem, który, gdyby był człowiekiem, miałby odebrane prawo do wykonywania zawodu w najdalszej prowincji Burkina Faso. Ale czytamy te fora, Kafeterie i inne Samosie. Milion osób ma te same objawy, milion dostało całkiem różne leki, połowa straszy, że dziadek brata żony miał to samo i wyszło mu to uchem w postaci wielkiego zielonego gluta, który po przebiciu zakaził resztę domowników i uciekł przez okap kuchenny. Ktoś inny pisze, że możesz to zbagatelizować, tylko weź aspirynę, a na noc pod poduszkę włóż igłę z nawleczoną niebieską włóczką.

Niestety też czasami czytam co tam w internecie wypisują i szok, bo:

rak

Teraz autorytetem jest każdy, od mamy na placu zabaw po celebrytów w telewizji śniadaniowej. Nie oznacza to jednak, że jest łatwiej. Jest wciąż trudno, bo i tak stoisz przed różnymi dylematami. Masz tysiące opcji – mózg pęka.

Na przykład:

  • Słoiczki dla niemowląt – była afera z toksynami pod nakrętką, ale zaraz zaraz, jakiej to było firmy? Niby przechodzą dziesiątki badań, ale przecież mnie przy tych badaniach nie było!
  • Pieluchy – ekologiczne, czy nie, z wycięciem na kikut pępowiny, czy bez wycięcia, droższe i lepsze, czy zaryzykować tańsze, może delikatna pupa je zaakceptuje. Baby Care czy Premium Care? I dlaczego te drugie nazywają się Premium – mniej odparzają?
  • Fotelik samochodowy – kiedyś wrzucało się brzdąca na tylne siedzenie, pas przez klatę i jazda. Dzisiaj kupujemy foteliki samochodowe: ale z jakim atestem? Jakie normy? Co to jest isofix i dlaczego do niedawna myślałem, że to maść na ból stawów?
  • Jedzenie – czy to to prawda, że nawet parówki z dużą zawartością mięsa to zło? Czy rzeczywiście krowie mleko jest dla dziecięcego organizmu zupełnie niepotrzebne? Przecież my piliśmy i żyjemy. Żarcie bio, organiczne, gluten free, lactose free, soya free. Wege, srege, dupege.

cukinia

Gdy pokażecie ten tekst swoim rodzicom, a oni stwierdzą, po części mając rację, że naszemu pokoleniu w dupach się poprzewracało, to niech wiedzą, że od nadmiaru głowa jednak też czasami boli. I nie chodzi o nadmiar produktów, ale o to, że codziennie trzeba podejmować ważne wybory. Przesiewać informacje. Czyścić foldery w naszych mózgach ze śmieci, które codziennie przyswajamy i zostawiać rzeczy ważne, które mają wpływ na zdrowie i bezpieczeństwo naszych dzieci.

Trzeba się w tym wszystkim odnaleźć. Chociaż czasami wybierając w sklepie jakiś produkt czuję się tak:

w-sklepie

Czy to nie paradoks, że w dobie nowych technologii i półek w sklepie pełnych wszystkiego, co dziecko sobie zapragnie, rodzicielstwo w dalszym ciągu jest trudne? Czy to normalne, że mimo mediów społecznościowych i różnych grup wsparcia, możemy czuć się samotni i zagubieni w rodzicielskim świecie? Czy łatwiej było wtedy, gdy prało się pieluchy z tetry, która nie uczula, a marchewkę wyciągało się z ziemi we własnym ogródku? Łatwiej było w czasach z mocnym autorytetem lekarza i jednym jedynym Spockiem na półce? Czy może łatwiej jest dzisiaj z dofinansowanymi żłobkami, monitorami oddechu i informacjami na wyciągnięcie ręki, choć im więcej wiemy, tym bardziej przekonujemy się, że wiemy mniej?

Skomplikowane?

Jak całe rodzicielstwo, bez względu na czasy.