Kilka dni temu napisałem wam o zmarszczce, którą odkryłem na swoim czole. Dzięki za dobre rady. Za maseczki odmładzające, peelingi, krem z nasienia bizona, śluz ze ślimaka, sugestię, żebym zapuścił grzywkę albo zainwestował w botoks. Wszystko brzmi kusząco, ale jestem gościem, który z kosmetyków używa tylko pasty do zębów, mydła i dezodorantu.

Żarty żartami, ale

CÓRKI MI ROSNĄ

jakby wpieprzały chałkę smarowaną drożdżami. Na szczęście nic z ich życia mnie nie omija, bo spędzam z nimi mnóstwo czasu. Bardziej od tego, że coś przegapię, martwi mnie, że pewne rzeczy wydarzają się jednorazowo i emocje z nimi związane też odczuwa się tylko raz. Ostatnie pierwsze razy. Trochę ich już było, pewnie macie podobne. To tylko kilka z nich:

– ostatni pierwszy raz, kiedy Starsza córka zrobiła pierwsze kroki 3 lata temu. Każde kolejne były tymi następnymi, aż w końcu nauczyła się chodzić i to tak, że dopiero teraz rozumiem powiedzenie, że nie wiesz jak to jest, gdy kogoś ci tak bardzo brakuje, dopóki dziecko ci nie spierniczy na parkingu;

– ostatni pierwszy raz, kiedy zapytała mnie czy wiosną pączki na drzewach są smaczne. Teraz już wie o jakie pączki chodzi; w ogóle coraz więcej wie i każdy pierwszy raz, kiedy objaśniam jej świat jest zarazem ostatnim, bo ona już to po prostu wie (o ile mnie słuchała, a z tym, sami wiecie – bywa różnie);

– ostatni pierwszy raz, kiedy Starsza córka spotkała się z Młodszą. Przyjechaliśmy w czerwcu do szpitala i powitała na świecie siostrę, z którą będzie czuła więź do końca życia. Jej reakcja, oczy, pierwsze słowa do noworodka – to wszystko wydarzyło się raz i nigdy więcej nie będzie mieć miejsca;

– ostatni pierwszy raz, kiedy ja zobaczyłem obie dziewczynki na świecie! Megamoment, magiczny, niepowtarzalny i niestety jednorazowy;

– ostatni pierwszy raz, kiedy próbowały nowych smaków: soczewicy, zielonego groszku, czekolady, cytryny;

– ostatni pierwszy raz, kiedy świadomie odwzajemniły uśmiech i zaśmiały się w głos pokazując swoje bezzębne dziąsła;

– ostatni pierwszy raz, kiedy Starsza córka dosięgnęła w końcu do pedałów w swoim trójkołowym rowerku i mogła sama zasuwać po podwórku. Na szczęście czeka mnie jeszcze pierwszy raz, kiedy pojedzie na normalnym rowerze, bez bocznych kółek. Kolejny kamień milowy w jej dzieciństwie i moment, o którym kiedyś będę jej opowiadał.

Dzieci to

GENERATORY EMOCJI

Na coverze na fanpage`u pod logotypem mam napisane: „Tatotwo. Humor. Emocje.” Humor jest drugi, bo lubię was rozśmieszać – 70% tekstów mam napisanych w sposób humorystyczny, memy się miło klika i możemy się wspólnie pośmiać i popsioczyć na nasz „ciężki” żywot, niewyspanie i deptanie klocków Lego bosą stopą. Ale to emocje są ważniejsze i są kwintesencją rodzicielstwa.

Myślę, że dobre emocje to nasza słaba strona. W ciągu dnia rozgrzebujemy sytuacje z wczoraj i tworzymy scenariusze, które nigdy nie będą miały miejsca. Przed snem wałkujemy kłopotliwe rozmowy i wypowiadamy w myślach kwestie, na wypowiedzenie których zabrakło nam odwagi w ciągu dnia. Brak śniegu, nadmiar śniegu, podwyżka paliwa, nieprzyjemni klienci, kolejka na poczcie. Też mnie dobijają codzienne trywialne sprawy i spalam się nimi zanim sam siebie nie szturchnę, że to wszystko przecież nie ma znaczenia. Że liczą się chwile, sekundy, emocje i ciary na plecach. Wiesz, kiedy jest noc, końcówka lata, a ty jedziesz autem przez puste miasto, puszczasz ulubiony kawałek i przez otwarte szyby wpada niepowtarzalna mieszanka zapachu rozgrzanego betonu i gotującego się jedzenia w pobliskich knajpach. Chcesz, żeby ta noc nigdy się nie kończyła. Albo gdy zdawałeś ostatni egzamin – wychodzisz z budynku, poluzowujesz krawat i wciągasz w płuca majowe powietrze. Albo gdy bierzesz dziecko na ręce, ono odwzajemnia uśmiech i czujesz, że problemy świata na zewnątrz cię nie dotyczą, bo twój cały świat właśnie zasnął. Raporty na jutro? Korki na trasie? Masz zdrowe, fajne dzieci, które zmieniają się z dnia na dzień, więc nie daj sobie wmówić, że świat między 8:00 a 16:00 jest wart czegoś więcej niż długi prysznic pod wieczór.

tata i córka

Napisałem dwa tygodnie temu tekst o tym, że jestem uzależniony od zapachu niemowlaków. Małe uzupełnienie – jestem też uzależniony od emocji, tych dobrych. W rodzicielstwie jest ich multum, a ostatnie pierwsze razy to w ogóle emocjonalne bomby, które kruszą najtwardszych ojców. Chciałbym te uczucia kolekcjonować – niestety zdjęcia i filmiki na komórce to za mało. A ja chcę je zamrażać, upychać w kieszeniach i wyciągać je garściami, jak córki pójdą na studia. Albo nawet za tydzień.

Za dwa tygodnie moja Starsza córka ma 4. urodziny. To ostatni pierwszy raz kiedy miała 3 lata. I już mi jej takiej brakuje.