Przepraszam, że Cię nie lubiłem, jak byłem dzieckiem. Ba, nie lubiłem cię też później, na studiach i zanim zostałem rodzicem.

Hej, ale to, że cię nie lubiłem, nie znaczy że się nie widywaliśmy. Przyznasz, że spędzaliśmy ze sobą dużo czasu. Na początku bardzo dużo, potem trochę podrosłem, więc nasze spotkania były krótsze, ale chyba wciąż nie mogłeś narzekać, co? Dbaliśmy o siebie nawzajem i im dłużej ze mną byłeś, tym trudniej było mi się później rozstać, przyznaję. Choć miewałem dni, że chciałem być sam, nie potrzebowałem niczego więcej. Jednak moi rodzice nalegali, żebyśmy wciąż mieli kontakt.

Jak miałem kilkanaście lat, to nasze spotkania ograniczałem do minimum – uważałem je za stratę czasu. I dawałem radę. Dzisiaj, 3 tygodnie przed swoimi 31. urodzinami, rozumiem w jak wielkim błędzie żyłem przez wszystkie młodzieńcze lata.

Na studiach widywaliśmy się wciąż regularnie, ale krócej. Krzyżowałeś mi szyki, a ja byłem wtedy w sile wieku, miałem inne plany i chciałem podbijać świat. Cały czas muszę robić coś twórczego, a ty nie miałeś mi nic do zaoferowania, tylko odciągałeś mnie od moich zajęć i rozrywek. Imprezy, spotkania, rozmowy, nocna jazda autem, pisanie, rysowanie, komponowanie muzy, czytanie książek – to wszystko było ciekawsze! Ty zawsze milczałeś i byłeś nudny. A najbardziej mnie wkurzało, że byłeś tak bardzo nieustępliwy – jak się zaparłeś to koniec, musiałeś dopiąć swego. I dawałem za wygraną, każdy w końcu daje.

Co się z nami stało? Coś się wypaliło, nie ma już tej chemii. Teraz doceniam naszą przyjaźń. Jak byłem mały, to przy Tobie odpoczywałem, inspirowałeś mnie, codziennie podsuwałeś rozwiązania, odsuwałeś troski, sprawiałeś, że byłem mniej nerwowy. Ale teraz? Chodzi o dzieci? Bo odkąd się pojawiły, widujemy się coraz rzadziej, a jeśli nawet, to nasze spotkania są jakieś takie burzliwe. Późno przychodzisz, niechętnie zostajesz i zaraz chcesz uciekać. Wychodzisz gdzieś w międzyczasie po kilka razy i strasznie mnie to męczy.

znakWięc niby się widujemy, ale jakoś tak krócej, nie jest tak jak dawniej. A musisz wiedzieć, że jak wpadasz, to zawsze witam cię z otwartymi ramionami. To dla mnie święto, które chcę celebrować i które mogłoby się nigdy nie kończyć. Często takie spotkanie inicjujemy kieliszkiem wina i później jakoś leci… Chociaż oboje nie wypowiadamy nawet słowa, wiem, że doskonale mnie rozumiesz, zwłaszcza po tym winie. Jakbyś siedział w mojej głowie. Nigdy nie myślałem, że nasze relacje będą tak wyglądać, ale tak – jesteś moim przyjacielem. Od 4 lat patrzę na Ciebie trochę inaczej – dalej jak na przyjaciela, ale niestety takiego, który wyjechał za granicę i z którym mam kontakt tylko wtedy, jak w słuchawce nie trzeszczy i nie przerywa. Ale jak już się widujemy, to są to najprzyjemniejsze spotkania. Dla mnie, bo twoje podejście się zmieniło… A dla mnie są to tak miłe chwile, że czasami moja żona jest o nas zazdrosna i pyta kiedy znajdę dla niej czas zamiast znikać gdzieś z tobą. Ale co mogę zrobić, że przychodzi taki moment, że to ja wypatruję Ciebie i nie mogę się doczekać, kiedy znów się uściskamy. Brzmi dwuznacznie? Trudno, niech wiedzą, że my nawet ze sobą śpimy.

Drogi śnie, przepraszam. Nie lubiłem Cię, ale byłem młody i głupi. Odkąd jestem rodzicem, mógłbym z Tobą spędzać każdą wolną chwilę. Myślisz, że między nami może być tak jak dawniej?