Jeździcie na rowerach z dzieciakami? U nas sport jest obecny każdego dnia – pisałem wam niedawno, że Starsza córka zaczęła chodzić na tańce, rzucamy do kosza, ogarnia już jazdę na dwukołowym rowerze (gorzej ze startowaniem i hamowaniem), a ostatnio na pytanie jaki jest jej ulubiony sport, odpowiedziała: „Bieganie. Dużo i długo”. Są jednak dni, że daję jej wolne i to ja pedałuję, a ona siedzi mi za plecami i kombinujemy wspólnie, jak podbić świat.

Uwielbiam jak świeci słońce,

WYJEŻDŻAMY NA OTWARTY TEREN

i jeśli akurat jedziemy trawą, to możemy swobodnie rozmawiać, a jeśli wjeżdżamy na szutrową drogę, to musimy się przekrzykiwać przez chrzęszczący pod kołami żwir. Uwielbiam jak pyta o miejsca i rzeczy, o które nie zapytałaby zza szyby samochodu, bo po prostu w pewne rejony autem nie bylibyśmy w stanie dotrzeć. Mniej uwielbiam jak wkłada mi zimne rączki pod koszulkę i mrozi mi nimi plecy. Wspólne podróże rowerem to jest jednak to, co kultywujemy do późnej jesieni. Ze Starszą to już ostatni rok w foteliku, bo lada miesiąc przekroczy barierę wagową i na stałe wskoczy na swój dwukołowy rower. Na takie wycieczki też już się cieszę.


Mieliśmy wcześniej tylny fotelik na rower. Nie jakiś tam marketowy, ciut wyższa półka, ale bez szaleństw. Pomijam ordynarny plastik półeczek na nogi dziecka – zaraz porysowany. Nie przepadałem za nim, ponieważ nie mam bagażnika nad tylnym kołem i mimo dobrego zamontowania sprzętu, przy każdym zjeździe z krawężnika albo progu zwalniającego, fotelik się uginał i ocierał lekko o kręcące się koło. Rozlegał się wtedy głośny pierd. Kiedy jechaliśmy sami, to udawałem, że mi ten dźwięk nie przeszkadza. Kiedy mijaliśmy akurat innych rowerzystów, to tuż po „pierdzie” obracałem się i posyłałem córce karcące spojrzenie, żeby odsunąć od siebie podejrzenia.

Od lipca używaliśmy tylny fotelik

YEPP MAXI

marki Thule. A kiedy Thule kupuje holenderski Yepp, czyli gdy spotyka się szwedzka renoma i holenderskie doświadczenie w branży rowerowej, musi powstać coś dobrego. To coś dobrego przyjechało do mnie na wakacje, żebym mógł przetestować i, jeśli jest rzeczywiście dobre, napisać wam o tym.

fotelik rowerowythule yepp maxifotelik na rowerthule rower

Znacie to uczucie, kiedy kupujecie jakiś sprzęt – kuchenny bądź jakąś zabawkę dla dziecka i tuż po zdjęciu z półki czujecie w ręku, że albo macie do czynienia z porządnym sprzętem, albo chińskim wyrobem o wadze tektury? Nie trzeba nawet włączać, albo używać – sama waga i jakaś taka… poręczność, detale. Weźcie w ręce foteliki samochodowe, dotknijcie materiału na nich – wtedy łatwo się przekonać o czym mówię. Ja przedostatnio miałem tak z trójkołowym rowerkiem dla Młodszej córki – niezły czołg, porządne rury dobrze pospawane, mocny plastik. Wystarczyło kilka dotknięć. A teraz przydarzyło mi się to z fotelikiem Yupp Maxi. Rozpakowałem karton, zrzuciłem foliowy worek i…

meme

No kurde, to od razu czuć w łapie. Fotelik jest wylany z jednego kawałka tworzywa, które przypomina nawierzchnię na nowoczesnych salach gimnastycznych. Ni to pianka, bo za twarde na piankę, ni to guma, bo za szlachetne na jakąś zwykłą gumę. Dopiero

DZIĘKI SZYBKIEMU RESEARCHOWI

odkryłem, że to materiał, jakiego używa się do wyrobu… Crocsów 😀 A więc okazuje się, że najładniejszy fotelik, z jakim miałem do czynienia, to ten sam materiał, z którego produkuje się najbrzydsze (choć wygodne, nie powiem) buty, z którymi miałem do czynienia. Moim zdaniem rozwiązanie najlepsze z możliwych, surowe i minimalistyczne, jak na Szwedów przystało. Unikamy plastikowych niecek, które wyłożone są jakimś materiałem, albo poduszeczką, która i tak wyślizguje się spod pupy, namaka na deszczu i schnie miesiąc, przez co poprzedni fotelik zdarzało nam się wyścielać tetrą albo kocem. Tu jest prosta, nocnikowata forma, lekko chropowata, wygodna przede wszystkim dla dziecięcego tyłeczka, a dla rodzica przede wszystkim łatwa w utrzymaniu czystości. Deszcz, błoto, trawa, gile z nosa przy ponaddźwiękowych wojażach – wszystko da się łatwo wyczyścić wodą i nie trzeba czekać aż pianki czy inne poddupniki wyschną.

Fotki w większości są znad morza. Raz wybraliśmy się na przejażdżkę w deszcz (a co!). Wszystko mokre, plecy fotelika ubrudzone piaskiem, bo pedałowaliśmy na twardych odcinkach plaży, uświnione też wnętrze (przy wyciąganiu córki fotelika obowiązkowo musiała wytrzepać buty z piachu nad fotelikiem). Po przejażdżce całość zlałem wodą ze szlaufa i wyschło w 5 minut smagane nadmorskim wiatrem.

A, w oparciu jest kilkadziesiąt otworów, po pierwsze dlatego, żeby zapewnić wentylację i nie mieć mokrych pleców po kilku minutach jazdy w upale, a po drugie… o tym na końcu tekstu.

yepp maxifotelik tylny na rowerthulekrzesełko rowerowe


Kiedyś wam pisałem, że jestem mocno nietechniczny i oprócz tego, że z dziewczynkami skleciłem ostatnio karmnik (gotowiec z Castoramy – wystarczy młotek i kilka gwoździ), to ogólnie mam problem z czytaniem skomplikowanych obrazkowych instrukcji obsługi. Fotelik na szczęście montuje się do ramy za pomocą 4 śrub ze specjalnymi podkładkami – a do całej reszty, czyli kaseta do stelażu, szyna do kasety i już sam fotelik do całej konstrukcji – potrzeba kolejnych 7 śrub. Całość więc ogarnąłem za pomocą 11 śrub wkręcanych jednego rozmiaru imbusem. W kilkanaście minut, więc jak na mnie to sukces, bo zwykle przy montażu czegokolwiek pocę się, psioczę i obrażam na cały świat 😉

Na dłuższe wyprawy wakacyjne pożyczamy od teścia bagażnik THULE mocowany na relingi. Jest już wiekowy, ale sprawdza się tak, że nie ma potrzeby wymiany na nowy. Samo

MOCOWANIE I PEWNOŚĆ „CHWYTU”

to właśnie to, z czym kojarzy mi się THULE. Jasne, świetny wygląd, pewnie, że wygodny materiał. Ale fotelik YEPP MAXI podoba mi się przede wszystkim dlatego, że po zamontowaniu nie ma możliwości, żeby cokolwiek się poluzowało czy gibało. W kwadratową kieszeń, tę właśnie:

fotelik na rowerwchodzi grubaśna szyba, na klik. Na szynę idzie już bezpośrednio fotelik. Dziecko tego nie odkliknie, bo oprócz naciśnięcia tego zielonego guzika, trzeba jednocześnie pociągnąć za specjalny uchwyt z tyłu. Czuć mega stabilizację i komfort. Krawężniki, hopki, jeże – można gnać, nic nie trzeszczy i się nie wyłamie.

Dla tych, którym dzieciaki majstrują co chwilę przy pasach bezpieczeństwa (a więc dla wszystkich), dobre info: już nigdy na przejażdżce rowerowej nie będziecie musieli zbierać swoich pociech z asfaltu. Sadzając Starszą córkę pierwszy raz na fotelik, myślałem, że rozbroi te pasy w minutę. Jest w końcu małym geniuszem, wszystkiego się tak szybko uczy, no jest najmądrzejszym dzieckiem ze wszystkich dzieci (Hej, czyż właśnie nie tak myśli każdy rodzic o swoim dziecku…?) Na szczęście dała za wygraną, bo pasy mają fajny myk, czyli nie żadna zwykła klamra. Ta owszem, również jest, ale oprócz tego trzeba również ugnieść z góry taki wcisk – dopiero wtedy pas jest otwarty i można się wyswobodzić. Pasy w ogóle są 5-punktowe, co przy większym dziecku ma znaczenie, bo wtedy ładnie trzymają biodra i po prostu zwiększają stabilność i bezpieczeństwo. Dużo fotelików ma 3-punktowe pasy, zwracajcie na to uwagę przy zakupie.

Z kolei rzadkością w fotelikach jest zabezpieczenie przed kradzieżą – czyli zamknięcie na kluczyk. Tu jest, viola:

thule yeppI moim zdaniem to świetna sprawa, bo taki design przyciąga uwagę i lepkie ręce, jednak po zapięciu nie ma możliwości ściągnięcia fotelika, złodziej musiałby zabrać cały rower albo hałasować jakąś przecinarką.


GŁÓWNE ZALETY FOTELIKA YEPP MAXI:

  • mocowanie i stabilizacja, czyli coś co nie powinno dziwić w przypadku THULE
  • wygodne i „niebrudzące się” tworzywo
  • bezpieczeństwo: 5-punktowe pasy, dwuetapowe zapięcie, odblaski
  • super design, czyli +10 do lansu

NA KONIEC FAJNY BAJER

Pisałem o okrągłych otworach w plecach fotelika. To prawda, dzięki nim jest przewiew w gorące dni. Ale oprócz tego, do fotelika można dokupić różne gadżety, a jednym z nich są wciskane w otwory koraliki/guziki z literkami. Z guzików można ułożyć imię dziecka. Albo swoje, ha!

thule imie1

Albo jakąś groźbę dla innych dzieci, które chcą nas wyprzedzić swoimi mniej fajnymi fotelikami.

thule fotelik

Okej, już naprawdę na koniec minutowy filmik z jednej z naszych przejażdżek.