Nie wiem jak jest u was, ale z mojego doświadczenia wynika, że ślub zmienia niewiele. Oczywiście jest to zamknięcie jakiegoś młodzieńczego etapu, rozpoczęcie kolejnego oraz następuje scalenie pewnych emocji. Czy jednak relacje między zakochanymi zmieniają się?

O ile przed ślubem mieszkaliście dłuższy czas pod jednym dachem i się szanowaliście, to prawdopodobnie po ślubie też tak będzie. Nie jest tak, że po weselu budzisz się jako inny człowiek i nagle mniej lub bardziej kochasz swoją wybrankę. To działa też w drugą stronę i znam wiele kobiet, które uważały, że ich narzeczony zmieni się ze sk****syna w przykładnego, spokojnego i udomowionego Ryana Goslinga. Ślub jest fajny i małżeństwo też, ale nie zmienia ci mózgu i osobowości. Owszem, kilka rzeczy wygląda inaczej, ale właśnie bardziej w relacjach wy-inni ludzie/instytucje.

Na przykład łatwiej wam dostać kredyt. Małżeństwo ułatwia również kwestie porodowe – bez zająknięcia ojciec może być przy żonie, gdy ta rodzi i nikt go nie zapyta: „A kim pan jest?” Ślub otwiera kilka nowych drzwi i przeciera pewne ścieżki. Konkubinat niekoniecznie. Wyobraź sobie, że w Castoramie na dziale z płytkami łazienkowymi stoisz z głupkowatą miną i nie wiesz co ze sobą zrobić, sprzedawca pyta w czym może ci pomóc, a ty bąkasz: „Ee, w sumie w niczym, czekam na dziewczynę, ogląda płytki na końcu alejki”. Dziewczynę? Srsly? Bądź pewien, że sprzedawca nie potraktuje cię poważnie – pomyśli, że jesteście parką smarkatych studenciaków, którzy chcą wypłytkować metr kwadratowy łazienki w wynajmowanej kawalerce, bo poprzedni najemcy tak obsrali czymś płytki w okolicy muszli klozetowej, że całą sobotę szorowaliście je domestosem i szczotką ryżową, aż zeszła wierzchnia warstwa. A po ślubie? Opierasz się zawadiacko o wózek, kręcisz obrączką jakbyś leniwie wprowadzał szyfr w walizce z bronią i na pytanie sprzedawcy odpowiadasz: „Wie pan co… Czekam na żonę, to ta, co targa właśnie zlewozmywak na plecach i zaraz będziemy oglądać płytki. Chcemy kupić jak najlepsze”. Sprzedawcy zaświecą się oczy, już widzi ciebie, żonę, schludny domek na przedmieściach, psa, żywopłot i waszą łazienkę w płytkach z jego Castoramy.

To tylko przykłady, ale tak właśnie jest. Po ślubie wszyscy traktują cię poważniej – urzędy, sklepy, szpitale, banki, biura podróży. Magia obrączki? Poniekąd tak.

ohmydad_obrączka

Co innego dzieci. Dzieci zmieniają wszystko, diametralnie. Począwszy od twojego ciała (robi się bardziej fit od popylania za dzieciorami lub bardziej oversize, jeśli jesteś tatą z gatunku „dobra, zrobiłem dzieci, teraz wskakuję na kanapę”), zmieniają się przyzwyczajenia (niektóre z wyboru, niektóre z musu), priorytety, sposób spędzania wolnego czasu, samochód (lubiłeś kiedyś sportowe auta? Trudno, Passerati w kombi 1.9 TDI też daje radę i przynajmniej wózek się zmieści). Twój świat zmienia się o 360 stopni, jakby to powiedzieli co poniektórzy. Każdy z wymienionych wyżej aspektów to temat na osobny, długi wpis, ale nas interesują relacje z innymi ludźmi.


Żona. Temat rzeka.

Mógłbym się rozpisać, jak zmienia się podejście do dziewczyny, z którą postanowiłem spędzić resztę życia. Jak doceniam, choć jednocześnie nigdy nie zrozumiem heroizmu kobiety, która 9 miesięcy jest w ciąży, a później jeszcze rodzi. Jak sekundy po każdym z dwóch porodów łzy cisnęły mi się do oczu, a w gardle miałem wielką gulę i to w mniejszym stopniu z powodu nowego życia, a głównie dlatego, że byłem z żony dumny – że dała radę, nie bała się i takie takie. Kto jednak chciałby czytać ckliwe historie? To blog ojcowski – raczej mało poważny, a najzabawniejsza jest proza życia.

ROZMOWA Z ŻONĄ – DAWNIEJ (wyboldowałem części wspólne)

Kochanie, podaj mi oliwkę do ciała i chodź do łóżkamusisz zrobić mi masaż całego ciała. Później wynieś mnie na wyżyny przyjemności, jak ostatnio, gdy omal nie roznieśliśmy chaty.
Tak, pędzę!

ROZMOWA Z ŻONĄ – DZIŚ

Kochanie, podaj mi oliwkę do ciała dzidziusia – jest koło łóżka. Muszę nasmarować naszego brzdąca. Później wynieś śmieci, bo pieluchy śmierdzą jak z murzyńskiej chaty.
Taa, pędzę…

Podobnie, ale są pewne niuanse, prawda?
Albo:

DAWNIEJ:

Skarbie, może pojedziemy do Parku Szczytnickiego? Spędzimy miłe popołudnie: pobiegamy razem, wypijemy po filiżance kawy. A wieczorem niespodzianka – kupiłam w Intimissimi małe co nieco…
Okej.

DZIŚ:

Skarbie, może pojedziemy do Parku Krasnala? Spędzimy miłe popołudnie: pobiegasz za dzieckiem, pokręcicie się w elektrycznej filiżance. A po przyjeździe niespodzianka – kupiłam w cukierni małe co nieco.
Okej.


Kolega. Relacje z kolegami są niemal równie delikatne, jak te z żoną. Oczywiście małżeństwa nie możesz zaniedbać, w przeciwnym wypadku staniesz się bezdomnym, brodatym, niezbyt ładnie pachnącym panem, który za 2zł „wyszukuje” na parkingach wolne miejsca i naprowadza na nie kierowców, choć ci wypatrzyli je już z pięciu kilometrów. Po zostaniu ojcem to jednak kumple najczęściej obrywają rykoszetem – kontakt nie jest już taki jak kiedyś, masz mniej czasu na wyjścia, głowa zaprzątnięta jest innymi sprawami. I nie wiem czy ktoś wynalazł złoty środek, jak być tatą na 100% i jednocześnie kumplem jak za dawnych lat.

ROZMOWA Z KUMPLEM – DAWNIEJ

Kiedyś rzeczywistość była nieskomplikowana. Dzwoni kumpel i pyta:
– Hej, no jak tam, idziemy do kina?
– Raczej. Na komedię z Sandlerem czy na cycki Margot Robbie?

Proste?

ROZMOWA Z KUMPLEM – DZIŚ

Odbieram telefon i słyszę:

– No siema, harpagonie. – Kumpel dalej myśli, że mamy po szesnaście lat. – Możesz gadać?
– Wiesz co, zadzwoń później, bo właśnie robię córce naleśniki na podwieczorek.
– Naleśniki? Stary, w liceum ledwo potrafiłeś chleb posmarować masłem!
– Ha, ha… – jestem śmiertelnie poważny. – Zatrzymajmy tę karuzelę śmiechu; zadzwonię do ciebie za godzinę.

Za godzinę nie dzwonię, zapomniałem. Zresztą ogarniam harmider na chacie, zaraz trzeba też wykąpać Starszą córkę. Po dwóch i pół godzinie dzwoni kumpel.

– No jak tam, możesz teraz rozmawiać?
– Nie bardzo, zaraz usypiam Starszą córkę.
– Znowu?! Wczoraj też ją usypiałeś, a mówiłeś, że usypiacie na zmianę z żoną. To chyba dzisiaj jesteś wolny?
– Usypiam ją dwa dni z rzędu, bo ostatnio żona usypiała, jak była moja kolej.
– A co robiłeś wieczorem, że chciałeś mieć wolne, hulako?
– Musiałem awaryjnie pędzić do Tesco po Sudocrem. Akurat w porze usypiania.
– Okej, to może jutro zadzwonię? Chciałem z tobą wyjść.
– Jutro też usypiam.
– Co?! – kumpel jest lekko poddenerwowany.
– Bo w przyszłym tygodniu ja potrzebuję dwóch wolnych dni z rzędu.
– Stary, to jakiś obłęd!

Kończymy rozmowę, ale w sumie mi się go szkoda zrobiło, więc oddzwaniam.

– A gdzie chcesz wyjść? – pytam.
– Do kina. Na komedię z Sandlerem albo na cycki Margot Robbie.
– Margot co robi?
– Robbie, to takie nazwisko.
– Nie znam kaszalota.
– Kaszalota? Stary, nie gadam z tobą.
– A o której? Bo jakby co, to dość wcześnie się kładę.
– Spokojnie. – Kumpel odpowiada radośnie. – Na 21:30.
– Człowieku, zapomnij. O tej godzinie to ja mam trzy kobiety w jednym łóżku i nigdzie nie wychodzę.


W zasadzie zmianie ulegają relacje z wszystkimi dookoła – z rodzicami, teściami, rodzeństwem, osobami, które będą/są chrzestnymi twojego dziecka. Takie rozmowy możnaby mnożyć. A jakie zmiany zaobserwowaliście u was?

ohmydad