Myśleliście kiedyś o tym, jak wyglądałoby wasze życie, gdybyście na tym etapie, na którym jesteście, nie mieli dzieci? Jak byście spędzali wakacje, weekendy, a nawet zwykłe popołudnia w dni pracujące? Może dzieci na tyle determinują nasz świat, że gdybyście ich teraz nie mieli, mielibyście inne prace. Mieszkalibyście gdzie indzie i znali całkiem innych ludzi. Decyzja o posiadaniu dzieci rozwija przecież nasze życia na wielu wątkach. Otwiera tyle możliwości. Jednocześnie zamyka inne. Jaki byłby scenariusz naszych ostatnich czterech lat, gdybyśmy jeszcze byli sami w domu, bez dwóch małych dziewczynek?

Nie będę wam ściemniał, że staraliśmy się długo o pierwsze i drugie dziecko. Z pierwszym udało się bardzo szybko. Myślałem, że mieliśmy szczęście i rozpierała mnie taka zwykła, męska duma, że dałem radę i szczęście, że między naszymi organizmami nie zachodzi żaden konflikt. Że niepłodność nie zagościła w naszym małżeństwie, odwlekając lub uniemożliwiając to, czego oboje pragnęliśmy. Po ponad dwóch latach byliśmy gotowi na drugie dziecko i… trudno nam było w to uwierzyć, ale poszło jeszcze szybciej.

Nie jestem gościem, który musi coś stracić, bądź czegoś nie doświadczyć, żeby to docenić. Nie – właśnie to, że udało nam się ekspresowo zajść w dwie ciąże, sprawia, że zawsze myślę o tych, którzy nie mają tyle szczęścia. A mam w swoim otoczeniu pary, które właśnie próbują zdiagnozować u siebie niepłodność lub już się na nią leczą. Wy na pewno również znacie takie osoby. Kiedy wspominamy z żoną jak to z nami było, zawsze na koniec któreś z nas mówi: „Zobacz, jakiego mieliśmy farta, a inni starają się czasem kilka lat…” i nie ma w tym ani krzty wyższości, to raczej gorzka refleksja. Sprawia jednak, że tym bardziej cieszymy się tym co mamy i dziękujemy losowi, że nie mieliśmy pod górkę.

Inni mają. Jeśli na moim facebookowym profilu nie przybywa was lawinowo w ciągu dnia, tylko po kilka osób dziennie, to uwierzcie, że odwiedzam każdy profil. Chcę was poznać. Patrzę w jakim w mieście żyjecie, ile macie dzieci i w jakim są wieku. Jestem ciekawy jak wygląda wasz dzień. Wiem, że problem niepłodności dotyka co piątej pary, która stara się o dziecko – statystycznie wśród mojej społeczności jest około tysiąca osób, które walczyły bądź wciąż walczą o to, by zostać rodzicem. Jeśli czujecie się na siłach – dajcie znać w komentarzu jak w waszym przypadku wyglądała ta walka. Nic tak podnosi na duchu jak dzielenie się doświadczeniem i poczucie, że nie jest się osamotnionym.

noworodekZawsze podziwiam kobiety za to, że jeśli coś trzeba zrobić, zwłaszcza w kwestii własnego zdrowia, to po prostu to robią, bez zbędnych wymówek. Za to niechęć do badań mężczyźni mają chyba wpisaną w DNA. Nie lubimy się badać i jeśli nie ma takiej potrzeby, z reguły tego nie robimy. Wiem jednak z paru rozmów, że czasami nie ma wyjścia. Że, zanim jeszcze niepłodność zostanie zdiagnozowana, zwykłe „wyjedźcie gdzieś i się odstresujcie” czasem nie wystarczy. „Nie starajcie się za bardzo, tylko kupcie butelkę wina i bez spiny” nie załatwia sprawy.

Dlatego dziewczyny, ostoje spokoju i te, które są bardziej odporne widok białego fartucha – ogromna jest wasza rola w przekonaniu swojego partnera, że po długotrwałych, bezskutecznych próbach zajścia w ciąże, warto wybrać się na badania. Wspólnie! Bo problem jest wykrywalny, całkowicie uleczalny, ale… może leżeć w każdej ze stron związku.

Wtedy poza wsparciem drugiej połówki, potrzeba jest również fachowa diagnoza. Niemożność zajścia w ciążę to nie jest nigdy problem jednej osoby, mentalnie zawsze to dotyka parę. Ale jako że jest to blog ojcowski, więc kilka słów do mężczyzn. Sam jestem typowym przedstawicielem tej męskiej części populacji, która na słowa „lekarz”, „znieczulenie” i „igła” reaguje zimnymi potami, ale w kwestii rodzicielstwa nie ma przebacz. Zresztą jak powiedział podczas rozmowy dr Robert Gizler z kliniki leczenia niepłodności InviMed we Wrocławiu, proces diagnozowania jest bezbolesny. Badanie nasienia, biopsja jądra, USG męskich narządów, testy SCD – brzmi groźnie, ale takie nie jest. A to pierwszy i najważniejszy krok – porozmawiać, przełamać się i podjąć decyzję o badaniach i ewentualnym leczeniu. Dotyczy to przede wszystkim panów po 40. roku życia, którzy nie mają jeszcze dziecka, ale nie tylko – wiadomo, jak zanieczyszczonym powietrzem oddychamy i jakie jedzenie (czasami mimowolnie) jemy. Do tego używki, stres, no i zapewne nosisz telefon w kieszeni? Jak chyba wszyscy. Bo niepłodność to naprawdę może być problem każdego.

Każdego. Mit o tym, że niepłodność to „wina” głównie kobiecego organizmu, upadł już dość dawno temu. Około 40% przypadków trudności z zajściem w ciążę związane są z niepłodnością mężczyzny. Czy jest to jakikolwiek powód do wstydu? Ewentualnie takiego, że mężczyźni dość późno decydują się na diagnostykę, odwlekając w czasie lub w ogóle pozbawiając się możliwości przeżywania wielu pięknych chwil.

Ostatnio na Facebooku napisałem: Gdyby bezdzietni znajomi pytali was, jak to jest być rodzicem, to możecie im powiedzieć, że dzieci to najbardziej szalone, męczące, wymagające i niezrównoważone istoty, które uczynią ich życie dużo lepszym i szczęśliwszym”. Ktoś skomentował z przymrużeniem oka, że znalazłoby się jeszcze parę epitetów. Pewnie. Ale pomijając wszystko to, z czego codziennie śmiejemy się na moim profilu, rodzicielstwo okazuje się najfajniejszym i najlepszym dopełnieniem życia, które bez dzieci, patrząc z perspektywy czasu, wydawało mi się trochę jałowe.

I jeśli niepłodność staje się zarzewiem do walki o dzieci, to jest to walka o niepowtarzalną, bezwarunkową miłość. Może stoicie w obliczu problemu niepłodności, może wasi znajomi się z nią zmagają. Chciałbym, żeby mieli poczucie, że jeśli chodzi o rodzicielstwo, to tutaj nie ma wstydliwych wątków. Rozmawiajcie o tym, rozmawiajcie i jeszcze raz rozmawiajcie. Ze sobą, z kumplami, którzy mieli podobne doświadczenia. A później, jeśli jest potrzeba – badajcie się. Obecni lub przyszli tatowie – w ojcostwie naprawdę nie ma tematów tabu.

Na koniec kilka faktów o niepłodności:


Post powstał jako wynik współpracy z kliniką leczenia niepłodności InviMed, która od 16 lat pomaga parom cieszyć się rodzicielstwem.

  • 5 lat wlaczyliśmy o naszą córkę. Obecnie ma 10miesięcy. Mimo wszystko wciaż czuć, że ludzie nie chcą rozmawiać o tym jak do tego doszło. W Polsce to temat tabu. Do tego piltycy… nam walka przypadła na zmianę władzy… do stresu jaki wywołuje niepłdoność doszła jeszcze walka z czasem… zdąrzymy zanim PiS wyłączy program refundacji. To trudne lecznie, kosztowne, nieszczące psychikę…. . ALe może kiedyś rozwinę się na moim blogu. Dziś nie jestem pewny czy warto by świat poznał historię, ze względu na moją córkę. Nie wiem kto wtedy będzie rzadził krajem gdy ona będzie w szkole, jaki będzie rządził światopogląd a ludzie d wytykania palcami są pierwsi.