Znałem płeć dwójki swoich dzieci od momentu, gdy obie nie mogły wciąż otworzyć powiek i były wielkości banana. Pierwsza córka okazała się córką w 21. tygodniu ciąży, druga córka w 13. tygodniu (!) miała być chłopcem – kilka tygodni później ginekolog bez mrugnięcia okiem zrobił korektę kursu. Dzisiaj ciężko to sobie wyobrazić, ale jeszcze pokolenie naszych mam do samego końca nie znało płci dziecka, więc tak naprawdę do 40. tygodnia ciąży byliśmy niepowtarzalnymi kinder niespodziankami.

Gdyby dzisiaj ktoś z własnego wyboru nie chciał znać poznawać płci, zawsze może użyć poniższych pięciu argumentów.

1. NIESPODZIANKA!

Podobno żyjemy w świecie, który gna do przodu i który codziennie nas zaskakuje. Wyglądam właśnie przez okno i tak sobie myślę, że niespodzianki to są w „M jak Miłość”, gdzie pojedynczemu bohaterowi co chwilę przydarzają się sytuacje, którymi można by obdzielić przeciętną polską rodzinę i cztery pokolenia wstecz.

Moim zdaniem żyjemy w świecie do bólu przewidywalnym. Samochód wyświetla ci ile możesz ujechać po zatankowaniu paliwa za 100zł. Z telewizji wiesz, jaka będzie jutro pogoda. Dzięki aplikacji w telefonie wiesz, kiedy dostaniesz okres. W codziennej rutynie dnia naprawdę jest niewiele rzeczy, które mogą nas zaskoczyć. Znasz coś, co potrafi dostarczyć większego dreszczyku emocji niż moment porodu i mężczyzna, który bierze dziecko na ręce i krzyczy: „To dziewczynka/chłopiec!”? Okej, potrafi – większego dreszczyku dostarcza mężczyzna, który bierze dziecko na ręce i mamrocze: „To… To… Skarbie, nie wiem, sama zobacz, mi pociemniało przed oczami, muszę usiąść i napić się wody…”

2. SĄSIADKĘ TRAFI SZLAG

No bo jak to – nie znać płci dziecka?! Ona od 25. tygodnia ciąży miała w szafie stosy dziewczęcych ubranek, lalki na półce i pokój zrobiony na różowo. A ty? Jak tak możesz? Jak wytrzymujesz w takiej niepewności? Myślę, całkiem zabawne byłoby obserwowanie takich reakcji, gdy wy zdecydowaliście się pójść pod prąd i podjęliście decyzję, która wielu osobom nie mieści się w głowie. Będzie ich skręcało i żeby tylko poznać płeć dziecka będą ci codziennie wiercić dziurę w brzuchu. Oby nie dosłownie.

3. OTRZYMACIE CIEKAWSZE PREZENTY

Bardziej kreatywne i uniwersalne. Powiedz tylko znajomym i rodzinie, że będziesz mieć chłopca, to jeszcze nie zdąży ci dobrze brzuch urosnąć, a już będziesz wiedzieć kto to jest Blaze i jego mega maszyny, a z co drugiej koszulki (niebieskiej!) będzie spozierać na was Zygzak McQueen. Powiedz, że będziecie mieć dziewczynkę, to po baby shower utoniecie w różowo-liliowych ciuszkach i lalkach, tak że po każdym wejściu do dziecięcego pokoju będziecie musieli robić sobie zastrzyk z insuliną. Uniwersalne zabawki dla juniora (i ciuszki dla noworodka) naprawdę są fajniejsze!

4. TO TRENING CIERPLIWOŚCI

Podobnie jak w punkcie pierwszym – świat nas rozpieścił i dzięki technologii wszystko mamy na wyciągnięcie ręki i na nic nie musimy czekać. No chyba że wchodzisz do McDonald`sa i odkrywasz, że okoliczne gimnazjum akurat teraz zrobiło sobie wagary i tabun pryszczatych facjat zrobiło kolejkę aż pod drzwi.

Nawet najlepsza technologia nie przygotuje nas na rodzicielstwo i na to co kluje się czasami w umysłach małych dzieci. Cierpliwość, cierpliwość, cierpliwość – zaprzyjaźnisz się z tym słowem, bo będą ci je powtarzać wszyscy stateczni, doświadczeni i idealni rodzice – tak często, aż zacznie ci brakować cierpliwości. Jeśli to twoje pierwsze dziecko, to gdy będzie przechodzić bunt dwulatka, przekonasz się, że cierpliwości czasem nie wystarczy nawet na 5 minut. A tu musi ci jej wystarczyć na 9 miesięcy. Trenuj!

5. TO I TAK NIE MA ZNACZENIA

Płeć? Jest tylko dodatkiem i owszem – możemy mieć co do niej jakieś preferencje i życzenia, ale w ostatecznym rozrachunku, w ostatnim rozdziale porodu, który ma swój finał na łóżku na oddziale porodowym, liczy się tylko szczęśliwe rozwiązanie bez komplikacji, pomyślny połóg mamy i przede wszystkim zdrowe, prawidłowo rozwijające się dzieciątko.

A jak było u was?