Uwielbiam, kiedy współtworzycie ze mną teksty. Tak jak było w przypadku tego tekstu <link>, tak i teraz fantazja was poniosła 🙂

Cieszę się, że tekst okrążył internet kilka razy. W różnych wersjach, rozbudowany, z waszymi często prześmiesznymi komentarzami. Często jednak bez odesłania do mojego fanpejdża. Tak jak na wykop.pl czy na głównej stronie mistrzowie.org. Gdyby każdy dawał linka do mnie, to pewnie teraz współpracowałbym z najlepszymi markami parentingowymi na świecie, siedział na jachcie w Australii i wachlował się mianem najzabawniejszego ojca-blogera w Polsce.

Cieszę się również, że tekst uznaliście za bardzo prawdziwy i na czasie. Gdybym dostawał złotówkę za każdym razem, gdy ktoś napisał: „W punkt!”, albo „Jakie to prawdziwe”, to uznałbym, że jacht i Australia są jednak dla biedaków i pewnie robiłbym teraz biznesy z szejkami na Bliskim Wschodzie.

Nieważne.

Poniżej moja wersja + kilkanaście komentarzy pięknie rozbudowujących pierwotny tekst. Komentarze są waszego autorstwa – zaczerpnąłem je przede wszystkim spod mojego posta na FB, ale też z różnych grup i forów, na których tekst żył własnym życiem.

Uznałem, że najzabawniejsze są te, które w jakiś sposób nawiązują do sposobu komunikacji na grupach oraz do sytuacji, czyli pożaru, płomieni i wszelkich pomysłów i rad związanych z tym kontekstem. Dlatego komentarze typu: „To na pewno dlatego, że nieszczepione”, choć popularne, uznałem, że są trochę od czapy.

Ok – crème de la crème:

Dziewczyny, w moim domu wybuchł pożar! Mój synek zatrzasnął się w pokoju. Wszędzie jest dym i płomienie, słyszę krzyki, co robić?!

Matka_1: Zmieńcie dietę. My od roku nie jemy glutenu i taka dieta naprawdę może zdziałać cuda.
Matka_2: Spróbuj na klamkę drzwi i dziurkę od klucza wypuścić trochę mleka z piersi. Wiem, że to dziwnie brzmi, ale siostra mojej kuzynki miała kiedyś podobną akcję i to pomogło. Mleko z piersi jest dobre na wszystko i myślę, że nie zaszkodzi spróbować. Powodzenia.
Matka 3: Dzwoń na 992! Tępa dzida.
Matka_4: Przepraszam, że nie w temacie pożaru, ale mam do sprzedania dwa lekko napoczęte bobofruty po 6. miesiącu – mój Kubuś nie lubi zimnego picia.
Matka_5: .
Matka_6: Kolejny rodzic-helikopter… Przestań się tak trząść nad tym dzieckiem.
Matka_7: Musisz odseparować płomienie od dziecka, rób to jednak delikatnie i z głową.
Matka_8: Przycupnę tutaj, bo mam podobny problem.
Matka_9: lupkaMatka_10: A jak ciuszki jakieś uratujecie z pożaru, to prześle mi pani na swój koszt? Ale tylko firmowe.
Matka_11: Na pewno jeździ w foteliku tyłem i tak odreagowuje. Posadźcie go przodem, to przestanie się zatrzaskiwać.
Matka_12: Moje dziecko jak skończyło 3 miesiące umiało wydostać się z płomieni.
Matka_13: Napisałam priv.
Matka_14: Kolejna madka przegrzewa dziecko!
Matka_15: To alergia na płomienie, moja córka też tak miała.
Matka_16: Wreszcie się czymś ZAJĄŁ. Mój w tym wieku obsługiwał już telegazetę.
Matka_17: Miałam to samo z moją trójką. Ty masz tylko jedno, więc spokojnie. Podaj probiotyk i obserwuj. A i posmaruj skórę emolientem, bo po takim zdarzeniu może być trochę przesuszona.
Matka_18: Tylko pamiętaj, żebyś nie dawała antybiotyku, bo zapalenie to na bank wirusowe.
Matka_19: Gdybyś nie nosiła to by sobie poradziło, a teraz masz! Przyzwyczaiło się i wymusza!
Matka_20:kobietaMatka_21: A co tatuś w tym czasie robi? Kobieto wyjdź na spacer, nie możesz być taka nadopiekuńcza, bo zwariujesz.
Matka_22: Kiedyś ciągle były pożary, dzieci w domach i jakoś wszyscy żyją.
Matka_23: Skok rozwojowy. Przeczekać. Samo minie.
Matka: 24: U nas było to samo, tylko że mniejsze płomienie.

Jeśli choć raz zaśmiałeś/aś się podczas czytania tekstu, będzie mi miło, jeśli go udostępnisz 🙂