Drogi Rodzicu!

Zaskoczony, co? Co roku to Ty do mnie piszesz – to znaczy Ty wspólnie z dziećmi, które dyktują, co chciałyby otrzymać, a Ty nerwowo przypominasz sobie ile pieniędzy było na koncie, kiedy się ostatnio logowałeś do banku. Dzisiaj to ja piszę do Ciebie, ale nie stresuj się. Nie robię tego po to, żeby dać Ci reprymendę za to, że co roku straszysz mną dzieci. „Bądź grzeczny, bo Mikołaj patrzy!” – wiem, że to rodzicielski lifehack, który ma Ci chociaż w listopadzie i grudniu ułatwić trudy rodzicielstwa. Nie będę też Cię strofował za to, że co roku w Waszych listach pojawiają się słodycze. Dużo słodyczy. Musisz wiedzieć, że moje renifery mają nosy jak psy myśliwskie i za czekoladę oraz jajka niespodzianki dałyby się pokroić. Zauważyłeś, że nie dostarczam wam wszystkich słodyczy, które wymieniacie w listach? No właśnie. Bo renifery część wyjadają, później rosną im dupy i nie mogę poderwać zaprzęgu. Ale nie mam pretensji, nie dasz przecież dziecku brokuła pod choinkę. Piszę z zupełnie innego powodu.

Przyszedł moment, w którym zastanawiasz się, czy powiedzieć dzieciom prawdę o mnie. Albo, co gorsza, sami dopytują: „Czy Święty Mikołaj istnieje naprawdę?”, „Jak mieści wszystkie prezenty do jednego worka?”, „Dlaczego Mikołaj nosi zegarek na ręce?”.

Wiem, co wtedy czujesz. Obiecałeś sobie kiedyś, że nigdy nie będziesz okłamywać tych małych, wpatrzonych w Ciebie oczu. Zawsze będziesz mówić im prawdę. Dlatego jesteś rozdarty między podtrzymaniem tradycji, a byciem w porządku wobec dziecka. Rozumiem Cię. Przeczytałeś kilka artykułów, że nie da się zbudować relacji z dzieckiem na kłamstwie. Że ono kiedyś odkryje prawdę i będzie miało do Ciebie pretensje. Jego światopogląd runie, będzie miało problem, żeby Ci znów zaufać. Jednym słowem mikołajowa trauma, nerwica natręctw i praca z psychologiem do dwudziestego roku życia.

Przepraszam, ale zawsze jak czytam o mnie podobne historie, to nie możemy się z reniferami przestać śmiać.

Zaufaj sobie i zaufaj swojemu dziecku. Jest naprawdę mądre, widzę to po jego listach do mnie. Co roku zaskakują mnie swoją dojrzałością.

I przypomnij sobie, jak to rozegrali Twoi rodzice. Jak Ty doszedłeś do prawdy. Byłeś mały, każdy szósty dzień grudnia był taki ekscytujący! Wieczorem obiecałeś sobie, że nie zaśniesz, że w tym roku wytrzymasz i zobaczysz Mikołaja. Nie udawało Ci się, dlatego z tym większą ekscytacją zaglądałeś rano pod łóżko albo zbiegałeś po schodach, żeby zajrzeć pod choinkę. Dla Twojego uśmiechu i blasku w Twoich oczach rodzice… nie mówili Ci całej prawdy. Czy kiedykolwiek miałeś do nich o to żal? Czy to naprawdę zrujnowało Twoje dzieciństwo i podważyło zaufanie do rodziców?

Jestem legendą, magią i dobrą ideą. Pozwól im wierzyć chwilę we mnie, skoro mam być ucieleśnieniem tych pojęć. Myślę, że jeśli teraz wierzą we mnie, czyli w kogoś, kogo nie widziały i nie dotknęły, kogo nie potrafią zmierzyć i złapać za brodę, to później będzie im łatwiej uwierzyć w przyjaźń, w miłość, w siebie, w jakiś talent, który w sobie przecież niedługo odkryją. Nie psuj im tej wiary i umiejętności dostrzegania rzeczy, których nie zauważa się, gdy ma się metr siedemdziesiąt i dwadzieścia spraw do załatwienia nazajutrz.

Nie mów nic im jeszcze, proszę.

One kiedyś same dojrzeją i się dowiedzą. Albo sam im powiesz, ale poczekaj jeszcze trochę. Świat nie zawsze musi być racjonalny. Świat dzieci wręcz nie powinien taki być.

Ściskam Cię,

Święty Mikołaj