Rok temu napisałem na blogu tekst, w którym stwierdziłem, że noworodki nie są ładne – wszystkie przez pierwszych kilka dni życia wyglądają tak samo, czyli mniej więcej jak zbyt długo gotujący się lub w ogóle upieczony w ognisku ziemniak. Chciałbym podtrzymać swoje zdanie, mimo że wtedy dostałem kilka prywatnych wiadomości z pogróżkami, prawdopodobnie od świeżo upieczonych rodziców świeżo upieczonego… dziecka, który z oczywistych względów zakochanym rodzicom jawił się jako najpiękniejszy i jedyny w swoim rodzaju kartofelek.

To normalne. Miałem tak samo. Kiedy rodziły się moje córki, uważałem, że są prześliczne. Dwukrotnie miałem ściśnięte gardło i łzy w oczach. Zresztą chlipałem wcześniej, zanim je zobaczyłem, ale to tak, że myślałem, że zamiast masażu szyjki macicy mojej żony, położna kuca i obiera cebulę. A później to już łzy zachwytu. Takie były dla mnie niepowtarzalne i bajeczne.

Dzisiaj patrzę na zdjęcia córek jeszcze ze szpitala i dochodzę do wniosku, że to były bajeczne ziemniaki.

GDZIE TE PODOBIEŃSTWA?

Dlatego bawi mnie szukanie (i dostrzeganie!) podobieństw między noworodkiem a, na przykład, pradziadkiem Mietkiem, który chyba od zawsze jest po osiemdziesiątce i nikt nie pamięta go młodszego. Zresztą szukanie wspólnych cech w wyglądzie zaczyna się się dużo wcześniej, jeszcze kiedy dziecko jest w brzuchu. To już w ogóle jest odjazd.

Kiedy dziewczynki były noworodkami, to czułem się lekko skonfudowany, gdy padało to entuzjastyczne: „Ona wygląda jak ty!” Nie, nie wygląda. Ma dopiero cztery dni. Poza tym nie zauważyłem, żebym był różowym, łysym grubaskiem bez brwi. I nie płaczę z byle powodu.

SĄ PÓŹNIEJ

Żeby była jasność – oczywiście później, kiedy dziecko jest już nieco starsze, pewne podobieństwa rzeczywiście wychodzą. Bywa, że taki roczniak to skóra zdarta z któregoś rodzica #hanniballecter. Mi chodzi o dzieci, które są na świecie kilka dni, góra dwa miesiące. Wtedy dzieci są jak alieny – mają wielkie oczy, nie mają nosa (mają tylko zadartą kulkę z dwiema dziurkami), włosów i wydają sapiąco-bulgoczące dźwięki. Założę się, że takie noworodki mylą się wam na Fejsie, gdy kilka koleżanek zgrało się z porodem i wszystkie hurtem wrzucają swoje dzieci na tablicę.

Ale, ale! Znalazłem kilku mężczyzn, którzy nie powinni się obrazić, gdy ktoś im powie: „Twój synek to cały ty!”. Albo: „Jesteście identyczni z córką”. Dzieje się tak dlatego, ponieważ sami wyglądają jak duże dzieci. To na przykład:

ADAM FERENCY

adam ferency

Adam Ferency to taki dzidziuś zmęczony życiem. Po przejściach. Ma mądre spojrzenie, ale często coś mu się nie podoba i lubi marudzić. Jeśli niechcący obudzisz noworodka z drzemki, to prawdopodobnie uraczy cię takim grymasem, jak na zdjęciu powyżej. Jeśli masz łatwo obrażające się lub, nie daj Boże, ekstremalnie kolkowe dziecko – prawdopodobnie wygląda jak Adam Ferency.


MICHAŁ PAZDAN

michał pazdan

Michał Pazdan to stuprocentowy baby-face polskiego sportu. Założę się, że zdjęcia z jego wczesnego dzieciństwa wyglądają identycznie jak to powyżej. Kiedy urodził mu się syn, być może usłyszał znamienne: „Boże, cały Michał!” I nie ma się czemu dziwić. Duża głowa, owalna buzia, pełne usteczka i rumiane policzki, za które chciałoby się go po wytarmosić po każdym meczu. Kiedyś wszyscy tak wyglądaliśmy. Wszyscy byliśmy Pazdanami.


RUDI SCHUBERTH

rudi schuberth

Rudi Schubert przypomina gigantycznego dzidziusia. Babcie takich wnucząt są zachwycone; to dzieci, które wiecznie wyglądają na szczęśliwe i najedzone. Tak, że nawet palce u stóp mają rozkosznie pulchne. Popatrzcie na zdjęcie – Rudi Schubert naprawdę wygląda jak uroczy maluch! Może jedynie taki, który przesadził z BLW, co w jego przypadku oznacza Bardzo Lubię Wszystko. Ewentualnie Bekon.Lody.Węglowodany.

Ktoś jeszcze?!


Jeśli choć raz zaśmiałeś/aś się podczas czytania tekstu, będzie mi miło, jeśli go udostępnisz 🙂